Martwy miesiąc, czyli (nie)małe podsumowanie miesiąca. #36

.~* Witajcie kochani~! *~.

Jestem! Jeszcze żyję! Nie umarłam!

Mordujący upałami czerwiec za nami... Dla mnie martwy miesiąc, dla bloga również martwy. Sesja-depresja dotarła aż tu i nie pozwalała mi pracować tak jakbym chciała... Legendy mówiły prawdę - sesja letnia jest o wiele gorsza od zimowej. Bo straszą wrześniem, bo gorąco, bo już wszyscy chcą wakacje... 
Ugh. 
Ale już na szczęście koniec. Pisząc to jestem już kilka dni po ostatnim egzaminie (wszystko zdane! <3) i mogę zająć się powrotem do żywych w mediach. I w ogóle powrotem do żywych. Martwo mi.
Tęskniliście? :)

.~* *~.

Czytaj dalej...

Miesiąc zmienny jak pogoda, czyli (nie)małe podsumowanie miesiąca. #35

.~* Witajcie kochani~! *~.


No i maj również za nami... A to podobno kwiecień przeplata zmienną pogodę. Nie prawda, maj też był wyjątkowo kapryśny i nieznośny! Zwłaszcza, że przez pogodę i klimatyzację po raz kolejny w tym roku nabawiłam się kataru! A fujka!

.~* *~.

Czytaj dalej...

3 urodziny bloga!

Hej, hej kochani~!

Nie wiem czy wiecie, ale dokładnie wczoraj minęły 3 lata od założenia tego bloga! Z braku czasu post pojawia się dopiero dzisiaj, ale...
Naprawdę, to już tyle czasu minęło? 
Kiedy to zleciało?
Trzy lata temu przyjaciółka popchnęła mnie do założenia tego bloga i oto tu jestem, piszę dla Was. Jeszcze te trzy lata temu nie sądziłam, że zajmę się czymś na tak długo, że przyniesie mi to tyle frajdy i korzyści.
Nawet nie wiecie jak bardzo jestem szczęśliwa, że ten blog dalej istnieje i że jesteście tu ze mną, żeby go budować. Bo pamiętajcie - bez Was, czytelników, ten blog nie miałby sensu.
Tak więc chciałabym serdecznie podziękować Wam, moim kochanym czytelnikom (mordeczkom <3), wiernie śledzącym moje blogowe zmagania. Jesteście moją motywacją do dalszego pisania. Wam zawdzięczam to, że ten blog dalej istnieje i się rozwija. 
Dziękuję Wam!
Ciasteczko dla Was. :)

Czytaj dalej...

78. "Biuro M" - Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński - Narzekam na za małą ilość Puszysława.

Hej hej kochani~!


W końcu, chyba po jakimś roku, mogłam przeczytać "własną" książkę! Ja to mam tempo!
Czemu? 
Tak to jest jak dostaje się książkę, ale mama/babcia/ciocia/sąsiadka/sąsiadka sąsiadki/przyjaciółka chcą ją przeczytać, mimo że jest twoja. I tak w końcu, po tym łańcuszku osób w końcu wróciła do mnie!
Zapraszam na recenzję!


.~* *~.

Okładka książki Biuro MTytuł: "Biuro M"
Autor: Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 360
Okładka: miękka, ze skrzydełkami

"On - życiowy pechowiec. Czego się nie tknie, zamienia w katastrofę. Na szczęście, zawsze może liczyć na pocieszenie w kobiecych ramionach.

Ona - kiedyś całkiem ładna dziewczyna, dziś ukryta pod kilkoma warstwami szaroburych swetrów i strasząca wiecznie naburmuszonym wyrazem twarzy. Nie wierzy w miłość i związki. Jedynym mężczyzną w jej życiu jest pozbawiony męskości kot.

Oboje zaczynają pracę w biurze matrymonialnym, prowadzonym przez szefową z piekła rodem. I choć wydaje im się, że ich zajęcie będzie miłe, proste, a nawet nieco nudne, to szybko przekonują się, że kojarzenie par to wyjątkowo trudne zadanie. I że można przy nim nie tylko przeżyć przygody jak z filmu grozy, to jeszcze nabrać wątpliwości, czy w dzisiejszych czasach romantyzm to coś więcej niż tylko hasło w słowniku..."


Czytaj dalej...

77. "Wojna Bogów" - Łukasz Radecki - Znowu na słowiańsko?

Hej, hej kochani~!

Kolejny tydzień - kolejna recenzja!

I kolejna młodzieżowa seria z mitologią słowiańską w tle. Ale ich ostatnio wysyp! Ale czy to dobrze?
Przekonajmy się!
*muzyczka z Myth Busters*

.~* *~.



Okładka książki Wojna BogówTytuł: "Wojna Bogów"
Cykl: Plemiona - Tom 1
Autor: Łukasz Radecki
Wydawnictwo: Nowa Baśń
Ilość stron: 369
Okładka: miękka, ze skrzydełkami

"Trójka rodzeństwa przenosi się w czasie o półtora tysiąca lat do słowiańskiej Polski. Gromowładny Perun wraz z innymi bogami stawia czoła Czarnobogowi - demonicznemu władcy bestii i demonów z północy - i przegrywa. Na pradawną krainę pada złowrogi cień. Ostatnia nadzieja w mistrzostwach, które zwołuje bóg bogów - Światowid. Ich zwycięzca posiądzie moc pokonania złego boga. Ale jeśli polegnie - słowiańskie ziemie na wieki utoną w mroku i krwi.

Czy trójka śmiałków z przyszłości jest w stanie odmienić losy tych ziem? Czy rodzeństwo odnajdzie się w nowej, zupełnie obcej rzeczywistości? Bez telefonów, internetu, bieżącej wody, ale za to ze wszędobylską magią?"

Czytaj dalej...

76. "Porwanie" - Kathryn Lasky - A teraz dowiecie się o mojej miłości o sów.

Hej, hej kochani!

Przygotujcie się na dużą dawkę ochów i achów albowiem ten kto mnie zna wie, że kocham, kocham i kocham sowy, w każdej postaci. Mam miskę z 17 pluszowymi sowami, kilka większych pluszaków, koszulki, biżuterię, figurki. WSZYSTKO W SOWY. 
SOWY SĄ SUPER.
Sama jestem sową. Zobaczcie kiedy zazwyczaj pojawiają się recenzje. :P


.~* *~.

Okładka książki Porwanie Tytuł polski: "Porwanie"
Tytuł oryginalny: "The Capture"
Cykl: Strażnicy Ga'Hoole - Tom 1
Autor: Kathryn Lasky
Wydawnictwo: Nowa Baśń
Ilość stron: 350
Okładka: miękka

"Wypchnięty z gniazda przez starszego brata i skazany na pewną śmierć, Soren zostaje porwany przez członków Akademii Osieroconych Sów św. Ajgoliusa. Wraz z nową przyjaciółką, sprytną i uszczypliwą Gylfie, postanawia odkryć prawdziwy i złowieszczy cel tej niezwykłej szkoły, a także odnaleźć tajemniczych Strażników Ga'Hoole.

Seria „Strażnicy Ga'Hoole” to klasyczna opowieść o męstwie i bohaterstwie w starciu dobra ze złem. To przygoda pełna adrenaliny, napięcia, a także miłości i lojalności. W 2010 roku Zack Snyder (300, Sucker Punch, Liga Sprawiedliwości) nakręcił świetnie przyjętą filmową adaptację trzech pierwszych tomów serii (tj. Porwanie, Podróż i Ratunek) pod tytułem Legendy Sowiego Królestwa."


Czytaj dalej...

Dotrwać do weekendu, czyli (nie)małe podsumowanie miesiąca. #34

.~* Witajcie kochani~! *~.

Kwiecień plecień, bo przeplata, trochę zimy, trochę lata! Powiedzenie jak najbardziej trafne, nie tylko pod względem pogody! Choć ta była wyjątkowo kapryśna. Raz przyjemne słoneczko, a raz ulewa z piorunami. Podobnie z czasem - raz jest go tyle, że można leżeć i sufit podziwiać, a raz nawet nie wiesz co to sen.


.~* *~.

.~* Przegląd miesiąca*~.

Cóż, chyba najciekawszym wydarzeniem jakie potkało mnie i Was w kwietniu było zdjęcie cienia horyzontu zdarzeń czarnej dziury, nazwanej kilka dni potem Powehi. Chyba nie muszę mówić jak bardzo się tym ucieszyłam. Mój astro-świryzm wręcz kipiał dumą i podekscytowaniem. Może to zdjęcie porywające nie jest, ale halo, jaki to jest przełom! Zobaczyć nieuchwytne! Więc piękna tego zdjęcia nie potrafię opisać. Nadal mam dreszcze na myśl, że coś takiego udało nam się zobaczyć. Szkoda mi tylko Hawkinga, któremu nie udało się tego zobaczyć... T^T

Blackness of space with black marked as center of donut of orange and red gases

Tak więc oprócz tej gratki astro-świra pierwsza połowa miesiąca zleciała mi na próbie przeżycia kolosów i niechęci do nauki, ze względu na zbliżające się wolne, którego miałam mieć całkiem sporo. Więc pomimo upadków czy potknięć, ale i wzniesień czy osiągnięć udało dotrzeć się do upragnionego wolnego.

Wolne zaczęłam od 3-dniowego maratonu Doctora Who. W taki sposób nadrobiłam sobie calutkie 2 sezony z odcinkami specjalnymi. Na co komu sen jak są seriale? Ale no, naprawdę polecam jeśli szukacie czego dziwnego i wciągającego. Ciężko mi opisać nawet ten serial. Na początku poziom absurdu sięgał zenitu, ale potem... Potem to już w sumie wszystko traktuje się jako normę i "aha, okej, tak ma być". I to jest właśnie super. <3

Doctor Who - Current Titlecard.png

Zaraz po świętach czekała mnie długo wyczekiwana premiera "Avengers: Endgame". Chyba ie tylko ja czekałam z niecierpliwością na kolejną część. Moje wrażenia z seansu możecie przeczytać w tym poście: Klik! W skrócie mówiąc: "I love you three thousand". Film, który kocham, mimo że znowu złamał mi serce. Przy którym płakałam ze śmiechu i smutku. Który kończy pewną erę.


I muszę się Wam pochwalić! Gdzieś tak około lutego wspominałam Wam, że udało mi się wygrać lalkę u jednej z moich ulubionych artystek. I własnie w tym miesiącu ona przyszła! W jakieś 9 dni przebyła kilka tysięcy kilometrów z Ameryki, by znalezć się wśród mojej kolekcji. Razem z Fayetą nazwałyśmy ją Minty, bo wygląda jak miętowa czekoladka. 
Czyż nie jest urocza? <3
Tak, wiem. Co może być uroczego w zdekapitowanej głowie lalki? 
Cóż, jestem trochę dziwna, wiem...
Ale no, gdy znowu znajdę trochę czasu to dam jej jakieś godne ciałko, bo sama głowa rzeczywiście nieco straszy. :P


A na koniec zostawię Was z moim małym władcą mleczy. :P
No patrzcie jaka z siebie dumna. :V



.~* *~.

.~* Bullet Journal *~.

I znowu zapomniałam połączyć kropki na stronie ze snem! A one tak fajnie wyglądają połączone! :<
Jeśli chodzi o nawyki to w końcu jestem w czymś systematyczna - w braniu leków. Chociaż tyle! A reszta? Cóż...
Strona z humorem wyszła strasznie blado, żałuję, że dałam tam szary i ten jasny niebieski. Myślałam, że będzie wyglądać to ładnie, a wyszło jak wyblakłe w słońcu. Ugh.
Strony blogowe moim skromnym zdaniem wyglądają jak miejsce zbrodni albo jakaś mapa. Tyle tam pokreśliłam i pozaznaczałam, ze sama nie wiem co autor miał na myśli. A to ja jestem autorem!


Maj, maj, maj...
Szczerze, nie wiedziałam jaki sobie motyw wybrać. Więc znowu poszłam w kwiaty, tym razem jakieś pseudo-maczki, tyle, że w kolorze pastelowego różu. Wszystko wyszło dość minimalistycznie, tylko ten róż, czerń w geometriach i obrysach, plus tasiemka z zielenią, dla przełamanie pudrowego różu.


Strona ze snem jest nudna i o tym wiem. Muszę coś z nią zrobić, ale kompletnie nie mam pomysłu co. Wieje nudą i banałem, a chciałabym dać chociażby jakiś mały element przykuwający uwagę. Jakieś pomysły?


Tak samo tu - wieje nudą. Choć tu już coś ciekawego jest - małe kolorowe kwiatki oznaczające poszczególne nawyki. Ale i tak, jeszcze coś bym tu dodała, żeby ten róż tak nie przytłaczał.


A tu jestem z siebie dumna. Te kwiatki to chyba z godzinę robiłam i myślałam, że coś sobie zrobię. Ale efekt jest naprawdę satysfakcjonujący. Już nie mogę się doczekać kiedy będzie to kolorowe!


Do stron z blogiem doszły rameczki, by nie wiało wspomnianą wcześniej nudą. Do tego kilka pseudo-maczków. I trochę inna tasiemka. I tu mimo prawie samego różu nie przytłacza ona tak bardzo jak na innych stronach.


A teraz bonusik, coś czego tu jeszcze nie było. Przez to, że robiłam to BuJo w czasie całkiem długiego wolnego to oglądając kolejne odcinki Doctora Who nagrałam timelaps z mojego rysowania! Niestety, bez żadnego dzwięku czy muzyki, tylko samo bazgranie, ale może komuś się spodoba lub przyda, w formie inspiracji. Więc miłego oglądania!



.~* *~.

.~* Kącik muzyczny *~.


Jak wiecie każda wersja mojego kochanego "Bad Liar" jest dobra, bo jest tam "Bad Liar" (a masło jest maślane). Więc w moje łapki przypadkiem trafił bardzo przyjemny mashup, którym się z Wami chciałam podzielić.


A tu piosenka z udziałem Lindsey, która wyjątkowo wpadła mi w ucho.




.~* *~.

Jeszcze raz dziękuję wam bardzo za obserwacje, za zaglądanie na tego bloga i za wasze wszystkie komentarze - tyle ciepłych słów! 
Bez was nie byłoby tego bloga. 
Jesteście wspaniali, kochani. <3
Ciastko dla wytrwałych!

.~* *~.



.~* *~.
Czytaj dalej...
Zamknieta w pozytywce © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka