Jestem hejterem! Book Tag

Witajcie kochani!

Każdy sobie lubi czasem ponarzekać, prawda? Dziś to ja będę wyjątkowo narzekać - o dziwo na książki. A dlaczego to? Bo zostałam nominowana do Jestem hejterem! Book Tag, a krzywdę tę wyrządziła mi Izz z bloga Heavy Books. Dzięki Izzy, dzięki tobie mam dodatkowy post do puli i tak 19 czekających aż je skończę. :v

No, ale narzekanie zostawiamy na tag. Nie zdziwcie się jak pozycje będą się powtarzać, jak jęczeć na nie to po całości. :P

.~* *~.

1. Co ja czytam?! Książka z błędami logicznymi.


Od razu jedziemy z kopyta, czyli "uwielbiane" przeze mnie "Gryz małą, gryz". Dla mnie cała ta książka jest jednym wielkim błędem logicznym. Ja nie potrafiłam jej przeczytać, nic z niej nie rozumiałam. Tam jest jakaś fabuła? Cokolwiek trzyma się tam przysłowiowej kupy? Logiko?


Okładka książki Gryź, mała, gryź

Kolejnym jednym wielkim błędem logicznym jest "Proroctwo dni". Tak, ja naprawdę tego nie toleruję. Cytując: "Bo w 3 dni polecisz do San Francisco, zdążysz ukraść walizkę ze wszystkimi planami "tych złych" z ich jakiejś bazy, uciekać w "epickim" pościgu taksówką przez pół miasta, polecieć na Wyspę Wielkanocną, urządzić międzynarodową konferencję używając telefonu satelitarnego, która zrzesza tysiące nastolatków, do tego wpakować się w kłopoty i uciekać przed "tymi złymi" jakimś pseudohelikopterem, tak.". Nieletnia, a lata gdzie jej się podoba, ojciec jakieś haker, no wybornie. Logika? A po co to komu?

Okładka książki Proroctwo dni. Księga pierwsza: Grimoire strażnika dni

2. A ten/ta tu czego?! Książka z irytującym głównym bohaterem.


Tutaj ląduje moja dwójka "faworytów" + jeszcze jedna pozycja. 
Na pierwszy ogień leci "Proroctwo dni". Tak irytującej bohaterki to jeszcze nie spotkałam. Aż zacytuję siebie z recenzji.
"Główna bohaterka - działa na nerwy swoim sposobem bycia. Uuuu, tajemnice i zagadki? Dobra, wklepię to w Google i coś znajdzie... OMÓJBOŻE, CZY TO ALEX?! GDZIE ON POSZEDŁ?! JA MUSZĘ PATRZEĆ NA JEGO ŚLICZNĄ BUZIĘ.
Postacie sztywne jak kij od szczotki włożony w miejsce, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę." 
"Sposób mówienia głównej bohaterki - wiem, że jest młodą nastolatką, ale czasem zachowuje się jak dziecko, a czasem można ją tolerować i nawet zrozumieć."
Ja chyba nie muszę więcej mówić.

Okładka książki Proroctwo dni. Księga pierwsza: Grimoire strażnika dni

Dalej mamy "przewspaniałe" "Gryz mała, gryz". Błagam, nie każcie mi do tego wracać. Myślałam, że to ja jestem jakaś dziwna. Nie, powiedzcie to głównej bohaterce tej książki. Staram się nie patrzeć przez pryzmat stereotypów czy czegoś w tym rodzaju, ale ona jest taką typową pustą lalunią, do tego wampir. Nie obrażając oczywiście wampirów (przepraszam Regisie, ja nadal cię kocham). Teksy na poziomie stereotypowego gimnazjum, mówienie jakimiś dziwnymi skrótami, a jeśli jest coś takiego jak język potoczny z języka potocznego to ona się nim posługuje. Blehp, zabierzcie to ode mnie.

 Okładka książki Gryź, mała, gryź

Na koniec zostawiam "Igrzyska śmierci" i Katniss. Teraz wszyscy możecie mnie zjeść. Tak, nie bardzo ją lubiłam. Była irytująca, zapatrzona w siebie i dramatyzująca. Wszystko było na "ja". Według mnie. Irytowała mnie przez całą trylogię i może dlatego nie pałam do niej miłością.

Okładka książki Igrzyska śmierci

3. Graformania. Powieść z denerwującym stylem autora: denne dialogi, nudne opisy lub po prostu słaby warsztat.


Trzeci raz pod rząd nie będę już podawać "Gryz mała, gryz" i "Proroctwa dni", bo już wszyscy chyba zauważyli, że to kilogram błota. :P

Choć kusi, kusi, bo dialogi to tragedia, opisu tam nie uświadczysz, a o warsztacie nie rozmawiajmy. Ale chyba nie przychodzi mi inny przykład niż to.

4. No i po co to było? Drugi tom, który nie dorównał pierwszemu.


Już wcześniej wymieniane przeze mnie "Igrzyska śmierci" będą tego dobry przykładem. Jak pierwszy tom był całkiem spoko dla mnie to już kolejne były dla mnie strasznie naciągane. Fakt, przeczytałam je. Ale jakoś nie czuję się przez to lepiej. I przyznam, że przez to właśnie nie obejrzałam filmowej adaptacji, bo się zniechęciłam.



Kolejną taką serią będzie "Stare królestwo" Nixa. Może mało z Was tą pozycję kojarzy, choć kilka razy o niej wspominałam w różnych tagach. Jeśli mam być szczera - pierwszą część uwielbiam, wręcz kocham. Mam zamiar przeczytać po raz drugi, nawet już gdzieś sobie e-book znalazłam. Dzięki "Sabriel" zaczęłam fascynować się tematem nekromancji i nekromantów w książkach. Do tego uwielbiałam pióro Nixa też z innych jego powieści. Ale "Lirael" i "Abhorsen" nie miały już "tego czegoś" co tak fascynowało mnie w części pierwszej. Nadal i tak twierdzę, że jest to jedna z moich ulubionych serii. Niestety nie miałam okazji przeczytać sequela "Clariel" i jeszcze jednaj pozycji, której tytułu niestety nie pamiętam.



5. Schowaj ten czerwony dywan! Książka niezasłużenie popularna.


Jeśli mam być szczera - ciężko mi odpowiedzieć, bo nie czytam tych nowych książek, które są aktualnie "na topie". Ale pamiętam jak właśnie "Igrzyska" były tak hucznie rozsławiane, przez co jak sięgnęłam po nie (dzięki Rafale za pożyczenie!) to mocno się zawiodłam. Miałam uczucie jednego wielkiego "Meeeeh". Dla mnie szału wielkiego nie ma. Fakt, pomysł oryginalny. Ale reszta - meh.


Okładka książki Igrzyska śmierci


6. Tak złe, że aż dobre. Guilty read.


Tutaj trochę średnio rozumiem pytanie. Albo nie spotkałam się z taką złą książką, która byłaby jednocześnie dobra. Więc zinterpretuję to po mojemu. Często chwalę sobie "Diamentowe psy. Turkusowe dni.". Uwielbiam je, ale zaliczę to do tej kategorii, zwłaszcza moje kochane "Diamentowe psy". Dlaczego? Bo tp co się tam dzieje to zło totalne, szok i zgroza. Chyba nigdy nie czytałam opisów z takim wytrzeszczem oczu. To było straszne, ale ja tą książkę uwielbiam. Masochizm?


Okładka książki Diamentowe Psy. Turkusowe Dni

7. Dobranoc, pchły na noc. Książka, przy której można zasnąć.


Tutaj dużo osób się ze mną zgodzi - "Kapłanka w bieli" Trudi Canavan. Do samej książki nic nie mam, bardzo ją lubię, a Canavan to moja ulubiona autorka, ale sama muszę przyznać, że przebrnięcie przez ten tomik było ciężkie i monotonne. Akcja na początku tak wolno się rozwija, że rowerem można by ją wyprzedzić. Pierwsze pół książki się męczy, potem zaczyna się coś dziać. Więc wszyscy czytający Kapłankę - bądzcie cierpliwi, a zostanie to wam wynagrodzone.


Okładka książki Kapłanka w bieli

Przytoczę tu też przykład "Quo vadis" (bo lektury też książki :P), które tak okropnie męczyłam, bo nudziło mnie na śmierć. Gdy zazwyczaj takie cegły męczę tydzień to to coś męczyłam miesiąc. I nie zmęczyłam, chyba 50 stron mi zostało. Już nie mogłam.

 
8. A co to, farba się wylała? Brzydka, irytująca okładka.


Tyle razy już poruszałam temat okładek - i tych pięknych i szkaradnych - że nie chce mi się już bawić w to. Przepraszam. :I
Tu poczytacie o okładkach i ładnych i brzydkich:

Liebster Award #7
#czytamcopolskie Book Tag

9. No i gdzie ten suspens? Książka do bólu przewidywalna.


Niestety moim rozczarowaniem roku były "Upiory Czarnobyla", o których paplałam tutaj. Cytując: "Strasznie lubię książki poruszające temat Czarnobyla i ogólnie promieniowania, radiacji itp, ale tu muszę stwierdzić, że się trochę zawiodłam. Czytałam to dosyć beznamiętnie, a po domyśleniu się finału wręcz byle by skończyć." Jedno wielkie rozczarowanie.



Okładka książki Upiory Czarnobyla

Dorzuciłabym do tego "Inferno" Dana Browna. Książka mi się naprawdę podobała, tyle że w miarę czytania zaczynałam domyślać się do czego to prowadzi i na moje nieszczęście przewidziałam po części zakończenie.

 Okładka książki Inferno

10. Depczesz mi po odciskach! Rzeczy, których nie lubię w książkowym świecie.

TRÓJKĄTY MIŁOSNE. Jak one mnie niemiłosiernie irytują. Yh, swego czasu to plaga była z tego co słyszałam. Ple ple ple, zabierzcie to ode mnie. Chyba nigdy nie czytałam dobrze zbudowanego trójkąta miłosnego, wszyściutkie mnie irytowały.
Ten np.: w "Igrzyskach śmieci" mnie irytował. Peeta, Gale, Peeta, Gale. Peeta? Gale! ZDECYDUJ SIĘ DZIEWCZYNO.


Okładka książki Igrzyska śmierci

Kolejną rzeczą do wytępienia jest marysuizm. Brzmi jak jakieś poważne zagadnienie. Więc dla niezaznajomionych z tematem. Kim jest Mary Sue? Posłużę się Wikipedią:
"Nie ma określonego wzorca, który pozwalałby z całą pewnością stwierdzić, jaką postać możemy nazwać Mary Sue. Najczęściej przyjmowany jest wzór pięknej femme fatale, która posiada niemalże wyłącznie same zalety i odnosi nieustanne sukcesy. Postać określona tym mianem może być nią jednak nawet wówczas, gdy wady posiada – jest ich jednak zbyt mało lub są zbyt nikłe czy tuszowane, aby można było uznać postać za rzeczywistą.

Terminem Mary Sue można jednak określić również postać z pozoru negatywną o nierzadko tragicznej przeszłości. Najczęściej są to postaci skrajnie przerysowane: morderczyni, ofiara gwałciciela bądź przemocy w rodzinie, niemająca przyjaciół, źle się ucząca, ubierająca na czarno, buntująca się przeciwko wszystkiemu. Taką Mary Sue najprościej rozpoznać po typowej dla tego podgatunku arogancji i ironii w wypowiedziach oraz po rzekomo zimnym sercu."
Tu i tu więcej o "Merisujkach".
Ale do czego zmierzam? Do "Dziewiątego Maga". Tu uświadczymy przewspaniałej Ariel. Jak na początku jakoś to przeżywałam to trylogię skończyłam na końcówce drugiego tomu, bo to co się tam wyprawiało przerastało moje pojęcie abstrakcji. Blehp.

Okładka książki Dziewiąty mag

.~* *~.


A więc to już koniec, ponarzekałam sobie. Uff, wiecie jak dobrze to z siebie wyrzucić? :P
Czytaliście coś z tego? Co Was irytowało?
Piszcie koniecznie!

I jeszcze na koniec - do zrobienia tego tagu nominuję mojego kochanego leniucha - Sarę z Hobbicim szlakiem. Do roboty, leniwy hobbicie! :v


Czytaj dalej...
Zamknieta w pozytywce © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka