Czuję się mało produktywna, czyli małe podsumowanie miesiąca. #15

Witajcie kochani~!

To już piętnasty miesiąc istnienia tego bloga, wow. Już ponad 450 dni piszę dla Was. To jakoś takoś strasznie duża liczba się robi, nie uważacie? Podziwiam siebie za chęć pisania (bo jestem leniwym człowiekiem :P) i Was za chęć czytania moich wypocin. :P
I że to się w ogóle da czytać!

Czytaj dalej...

Początek wyjazdu, zaćmienie i Stara Kopalnia - wakacje 2017 - 1/3

Witajcie kochani!

Na samym początku chciałabym Was przeprosić za ostatni brak postów z mojej strony. Jak to bywa w wakacje - i ja gdzieś w końcu wyjechałam. I problem był taki, że jak napisać coś to jeszcze dam jakoś radę, ale z opublikowaniem - już o wiele gorzej. Nie ma ktoś wiadra internetu na zbyciu? Tak, nie miałam zbyt dobrego połączenia z internetem, więc wolałam nic nie publikować niż potem patrzeć na zdjęcia porozrzucane po całym poście jak popadnie czy też dzikie zmiany czcionek.
Ale wracając do właściwego tematu.
Gdzie byłam?
Tam, gdzie zawsze, czyli w Piławie Górnej. Nie będę się tu o niej rozpisywać, wspominałam o niej rok temu, więc odsyłam to tamtego posta (Klik!). Wyjaśniam w nim dokładnie gdzie jestem i jest tam trochę historii i ciekawostek, jeśli ktoś lubi. :)

Początek wyjazdu

Początki jak to początki - więcej rozpakowywania niż jakiegokolwiek sensownego działania. Dlatego też pierwsze dni zleciały właśnie na ogarnięciu walizek, dokupieniu brakującego sprzętu (jak można zapomnieć pędzli, no jak? [*]) czy zaopatrzeniu się w jedzonko (toooosty <3). Ale oprócz zwiedzania "starych śmieci" zdarzały się i nowe odkrycia. 
Na przykład? 
Na przykład gniazdo pustułek niedaleko domu babci (mają takie śliczne piórka <3). Wiecie, że pierwszy raz o tym gatunku przeczytałam? Nawet nie znałam tych ptaków! Przez przypadek znalazłam pióro i chciałam się dowiedzieć kto je zgubił. Usilnie chciałam się dowiedzieć (Kanka potwierdzi w komentarzu!), więc męczyłam wszystkich, którzy mogą coś wiedzieć. ;')
Innym odkryciem były cudowne lody naturalne przy rynku. Uwierzcie mi, są genialne. I nikt mi nie płaci (niestety) za reklamę! A banan - nutella to nie smak - to czysta poezja i rozkosz podniebienia.
Moje pyszności na tle
ratusza. :)
Oczywiście stałą zmianą (cóż za paradoks :P) jest zawsze nowy towar w moim ulubionym plastyku. A uwierzcie mi - jak tam się zaopatruję to wychodzę z torbami. :P
Wiecie, zapominalski człowiek musiał sobie dokupić nowe pędzle, bo z domu zapomniał. I dobrze, że zapomniałam! Są cudne! Kupiłam sobie dwa, oba z Renesansu. Jeden to 0 - płaski, o półokrągłej końcówce, drugi to 3/0 - o spiczastym i cienkim końcu. Tak, gustuję w małych, precyzyjnych pędzelkach. :P
Do tego jak zawsze musiałam zaopatrzyć się różności takie jak papierowe różyczki czy inne "ozdobniki", ale także odkryłam też nowość - bloczek od Happy Color. Zawsze kupowałam te 250 g/m^2 z Cansona, tym razem skusiłam się na ten. Ta sama gramatura, cena ciut niższa oraz inna faktura papieru, która od razu mi się spodobała. Canson ma takie jakby regularne tłuczenia, tu mamy coś w rodzaju papieru czerpanego, bardzo przyjemnego w dotyku. 

Więc jestem bardzo zadowolona! Mimo tych przepuszczonych pieniędzy. :')


Z dedykacją dla Izz :*

Częściowe zaćmienie Księżyca

Tak się ciekawie złożyło, że 7 sierpnia było częściowe zaćmienie Księżyca, o którym, o dziwo, nie wiedziałam (lub nie pamiętałam). Zorientowałam się, że jest zaćmienie, gdy Księżyc wszedł w stożek półcienia Ziemi, czyli zaczął robić się taki czerwony. :P
Niestety, jak to bywa z nieprzygotowaniem - nie bardzo miałam jak zrobić zdjęcie. Takie z telefonu w jakości ziemniaka mogę Wam tu podrzucić.
Następnym razem kupuję teleskop! Nie ma przebacz!



Tak, to takie przesłonięcie z prawej strony to zaćmienie. :I Już końcowa faza zaćmienia, stożek półcienia Ziemi ucieka.
Mówiłam, zdjęcie z telefonu szału nie robi. :I
Mam jeszcze szybciutki szkic w kalendarzu jak to mniej więcej wyglądało - mniej więcej, bo w rysowaniu na szybko najlepsza to nie jestem. :P
Te miliony karteczek z boku to moje plastykowe nabytki. ;')



Podrzucam Wam jeszcze linki to jednej z moich ulubionych stron od zaćmień. ;)
O samym zaćmieniu: Klik!
Zdjęcia: Klik!



Wałbrzych - Stara Kopalnia

Wracając 10 sierpnia z IKEI moja mama wpadła na pomysł by pojechać do Starej Kopalni, o której otwarciu słyszała rok temu. Pomyśleliśmy - w sumie czemu nie, jest jeszcze czas więc możemy zajechać. Właśnie, czas. Z tym było dość ciekawie. Jest 14:30, do Wałbrzycha koło godzinki drogi, a o 16 ostatnie wejście. 
Wniosek? 
Walka z czasem. :P
Ale na szczęście udało się zdążyć, byliśmy chwilkę przed czasem (chyba z 10-15 minut). Bileciki udało się spokojnie kupić, a ludzi było jeszcze całkiem sporo, mimo że było to ostatnie wejście tego dnia.

Ale tak właściwie, czym jest Stara Kopalnia?
"Stara Kopalnia w Wałbrzychu to unikalny na skalę europejską zespól naziemnych budowli górniczych oraz trasy podziemnej, stanowiących niegdyś Kopalnię Węgla Kamiennego „Julia”. Zakończona w 2014 roku pełna rozmachu rewitalizacja tchnęła nowe życie w dawną, wałbrzyską kopalnię węgla. Nowoczesne Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia powstało z poszanowaniem górniczej tradycji, niepowtarzalnej scenerii i lokalnego pejzażu przemysłowego. Wkrótce po otwarciu stało się turystycznym przebojem, miejscem spotkań, przyciągając tysiące turystów oraz miłośników popkultury i sztuki najwyższej próby, stając się kulturalnym sercem Wałbrzycha. W 2015 roku Stara Kopalnia została wyróżniona prestiżowym tytułem „Zabytek Zadbany 2015”, który dodatkowo podkreślił wyjątkowość i skalę przeprowadzonych prac rewitalizacyjnych. Obecnie Stara Kopalnia to największa atrakcja turystyki poprzemysłowej w Polsce, będąca punktem kotwicznym Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego (ERIH), jednym z siedmiu tego typu miejsc w Polsce i jedynym na Dolnym Śląsku."

Więcej o: Klik!


Nie pamiętam już kiedy ostatni raz byłam w jakiejś kopalni, minęło sporo czasu. Chyba już wszystkie w Kotlinie Kłodzkiej objezdziłam! Więc ta wycieczka była dla mnie bardzo interesująca, zwłaszcza, że cały kompleks jest naprawdę świetnie zorganizowany i odnowiony. Już z samej ulicy wygląda bardzo ładnie, a co dopiero w środku. Zabawnie wygląda za to jeszcze stara, niewyremontowana część. Po prostu niebo, a ziemia. Naprawdę, różnica jest kolosalna. Jak to mówią - odwalili kawał dobrej roboty. :)
Ale wracając.

Naszym przewodnikiem był starszy pan, który pracował wcześniej w tej właśnie kopalni. Świetna sprawa, bo pracując w niej wiedział o niej najlepiej, jak i opowiadał nam najróżniejsze historie związane z nią.
Najpierw zwiedzaliśmy budynki - wystawy sprzętu górniczego, mundury, mapy, coś w rodzaju nieśmiertelników. Jeśli mam być szczera - było tego mnóstwo, ale nie wstawię tu przecież 300 zdjęć, prawda?
Mówiłam kiedykolwiek, że uwielbiam wszelkiego rodzaju mundury? XD
Wiecie, "za mundurem panny sznurem". :)


Następnie przeszliśmy do innych części kompleksu, gdzie znajdowały się maszyny oraz wagoniki (<3). Wagoniki były na takich szynach (no shit, Sherlock!) ułożonych pod kątem prostym, co mnie trochę zdziwiło. Nadal nie wiem jak one się tam poruszały. :P
Niby "malutkie" urządzenia, a robiły spore wrażenie, akurat na mnie. I "spore" to dobre słowo. Czułam się taka malutka przy nich! Ale nawet domyśliłam się do czego większość służyła. :P
I zwróćcie uwagę na to "wiertełko". Było długości mojego przedramienia. ;-;



Po wyjściu z tych pomieszczeń, nazwijmy to "roboczych", trafiliśmy na placyk (z wagonikami!), który prowadził do wieży widokowej (z której panoramkę macie gdzieś wyżej). Plac jest na tyle duży, że, z tego co wiem, odbywają się tam koncerty i różnego rodzaju imprezy. Jakoś teraz ma cię chyba odbyć koncert heavymetalowy. :P
I spójrzcie na kolejne wielkie rzeczy. Przyznam szczerze, że nie wiem co to. Wygląda jak jakieś ogromne tryby lub turbiny, ale głowy nie dam.


Mówiłam Wam kiedyś, że schody to największy wróg człowieka? 
Nie?
To teraz już wiecie. Nie cierpię schodów. Naprawdę. Schody to zło. A wejście na wieżę widokową TROCHĘ ich ma. No, ale muszę przyznać, że widoki z niej są nieziemskie. :)


Ten kto wpadł na pomysł wybudowania jej ma u mnie malutki plusik. Tyle, że musiałam schodzić z niej na boso by się nie zabić. :P


Było wejście na górę, czas iść w dół! Czyli idziemy do kopalni. Właściwie na płytkie chodniki, bo reszta jest zamurowana/zakopana/wysadzona/niepotrzebne skreśl. Tup tup tup schodkami. Wiecie jak tam było klimatycznie? I całkiem zimno! Ludzie tam w kurtkach chodzili. Nawet woda na głowę kapała! A najlepsze - w tunelu były poustawiane figurki szczurków. Na początku myślałam, że są prawdziwe. :P Ale podobno gryzą, tak mówił przewodnik! :v




A więc to tyle jeśli chodzi o Starą Kopalnię jak i o cały ten post. Jak widzicie po tytule - pojawią się jeszcze jego dwie części - jedna z Jedliny, a druga z Pragi. Mam nadzieję, że przyjemnie się to czytało i zaciekawiłam Was miejscówkami, w których byłam. ^^
Na koniec zostawiam Was z jeszcze kilkoma zdjęciami okolicy.


Inne zdjęcia


I na koniec - biedny Puchatek. ;')


Zdjęcia wykonane są przeze mnie i mojego tatę.
Prosiłabym o nie kopiowanie.

~* *~
Czytaj dalej...

Jestem hejterem! Book Tag

Witajcie kochani!

Każdy sobie lubi czasem ponarzekać, prawda? Dziś to ja będę wyjątkowo narzekać - o dziwo na książki. A dlaczego to? Bo zostałam nominowana do Jestem hejterem! Book Tag, a krzywdę tę wyrządziła mi Izz z bloga Heavy Books. Dzięki Izzy, dzięki tobie mam dodatkowy post do puli i tak 19 czekających aż je skończę. :v

No, ale narzekanie zostawiamy na tag. Nie zdziwcie się jak pozycje będą się powtarzać, jak jęczeć na nie to po całości. :P

.~* *~.

1. Co ja czytam?! Książka z błędami logicznymi.


Od razu jedziemy z kopyta, czyli "uwielbiane" przeze mnie "Gryz małą, gryz". Dla mnie cała ta książka jest jednym wielkim błędem logicznym. Ja nie potrafiłam jej przeczytać, nic z niej nie rozumiałam. Tam jest jakaś fabuła? Cokolwiek trzyma się tam przysłowiowej kupy? Logiko?


Okładka książki Gryź, mała, gryź

Kolejnym jednym wielkim błędem logicznym jest "Proroctwo dni". Tak, ja naprawdę tego nie toleruję. Cytując: "Bo w 3 dni polecisz do San Francisco, zdążysz ukraść walizkę ze wszystkimi planami "tych złych" z ich jakiejś bazy, uciekać w "epickim" pościgu taksówką przez pół miasta, polecieć na Wyspę Wielkanocną, urządzić międzynarodową konferencję używając telefonu satelitarnego, która zrzesza tysiące nastolatków, do tego wpakować się w kłopoty i uciekać przed "tymi złymi" jakimś pseudohelikopterem, tak.". Nieletnia, a lata gdzie jej się podoba, ojciec jakieś haker, no wybornie. Logika? A po co to komu?

Okładka książki Proroctwo dni. Księga pierwsza: Grimoire strażnika dni

2. A ten/ta tu czego?! Książka z irytującym głównym bohaterem.


Tutaj ląduje moja dwójka "faworytów" + jeszcze jedna pozycja. 
Na pierwszy ogień leci "Proroctwo dni". Tak irytującej bohaterki to jeszcze nie spotkałam. Aż zacytuję siebie z recenzji.
"Główna bohaterka - działa na nerwy swoim sposobem bycia. Uuuu, tajemnice i zagadki? Dobra, wklepię to w Google i coś znajdzie... OMÓJBOŻE, CZY TO ALEX?! GDZIE ON POSZEDŁ?! JA MUSZĘ PATRZEĆ NA JEGO ŚLICZNĄ BUZIĘ.
Postacie sztywne jak kij od szczotki włożony w miejsce, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę." 
"Sposób mówienia głównej bohaterki - wiem, że jest młodą nastolatką, ale czasem zachowuje się jak dziecko, a czasem można ją tolerować i nawet zrozumieć."
Ja chyba nie muszę więcej mówić.

Okładka książki Proroctwo dni. Księga pierwsza: Grimoire strażnika dni

Dalej mamy "przewspaniałe" "Gryz mała, gryz". Błagam, nie każcie mi do tego wracać. Myślałam, że to ja jestem jakaś dziwna. Nie, powiedzcie to głównej bohaterce tej książki. Staram się nie patrzeć przez pryzmat stereotypów czy czegoś w tym rodzaju, ale ona jest taką typową pustą lalunią, do tego wampir. Nie obrażając oczywiście wampirów (przepraszam Regisie, ja nadal cię kocham). Teksy na poziomie stereotypowego gimnazjum, mówienie jakimiś dziwnymi skrótami, a jeśli jest coś takiego jak język potoczny z języka potocznego to ona się nim posługuje. Blehp, zabierzcie to ode mnie.

 Okładka książki Gryź, mała, gryź

Na koniec zostawiam "Igrzyska śmierci" i Katniss. Teraz wszyscy możecie mnie zjeść. Tak, nie bardzo ją lubiłam. Była irytująca, zapatrzona w siebie i dramatyzująca. Wszystko było na "ja". Według mnie. Irytowała mnie przez całą trylogię i może dlatego nie pałam do niej miłością.

Okładka książki Igrzyska śmierci

3. Graformania. Powieść z denerwującym stylem autora: denne dialogi, nudne opisy lub po prostu słaby warsztat.


Trzeci raz pod rząd nie będę już podawać "Gryz mała, gryz" i "Proroctwa dni", bo już wszyscy chyba zauważyli, że to kilogram błota. :P

Choć kusi, kusi, bo dialogi to tragedia, opisu tam nie uświadczysz, a o warsztacie nie rozmawiajmy. Ale chyba nie przychodzi mi inny przykład niż to.

4. No i po co to było? Drugi tom, który nie dorównał pierwszemu.


Już wcześniej wymieniane przeze mnie "Igrzyska śmierci" będą tego dobry przykładem. Jak pierwszy tom był całkiem spoko dla mnie to już kolejne były dla mnie strasznie naciągane. Fakt, przeczytałam je. Ale jakoś nie czuję się przez to lepiej. I przyznam, że przez to właśnie nie obejrzałam filmowej adaptacji, bo się zniechęciłam.



Kolejną taką serią będzie "Stare królestwo" Nixa. Może mało z Was tą pozycję kojarzy, choć kilka razy o niej wspominałam w różnych tagach. Jeśli mam być szczera - pierwszą część uwielbiam, wręcz kocham. Mam zamiar przeczytać po raz drugi, nawet już gdzieś sobie e-book znalazłam. Dzięki "Sabriel" zaczęłam fascynować się tematem nekromancji i nekromantów w książkach. Do tego uwielbiałam pióro Nixa też z innych jego powieści. Ale "Lirael" i "Abhorsen" nie miały już "tego czegoś" co tak fascynowało mnie w części pierwszej. Nadal i tak twierdzę, że jest to jedna z moich ulubionych serii. Niestety nie miałam okazji przeczytać sequela "Clariel" i jeszcze jednaj pozycji, której tytułu niestety nie pamiętam.



5. Schowaj ten czerwony dywan! Książka niezasłużenie popularna.


Jeśli mam być szczera - ciężko mi odpowiedzieć, bo nie czytam tych nowych książek, które są aktualnie "na topie". Ale pamiętam jak właśnie "Igrzyska" były tak hucznie rozsławiane, przez co jak sięgnęłam po nie (dzięki Rafale za pożyczenie!) to mocno się zawiodłam. Miałam uczucie jednego wielkiego "Meeeeh". Dla mnie szału wielkiego nie ma. Fakt, pomysł oryginalny. Ale reszta - meh.


Okładka książki Igrzyska śmierci


6. Tak złe, że aż dobre. Guilty read.


Tutaj trochę średnio rozumiem pytanie. Albo nie spotkałam się z taką złą książką, która byłaby jednocześnie dobra. Więc zinterpretuję to po mojemu. Często chwalę sobie "Diamentowe psy. Turkusowe dni.". Uwielbiam je, ale zaliczę to do tej kategorii, zwłaszcza moje kochane "Diamentowe psy". Dlaczego? Bo tp co się tam dzieje to zło totalne, szok i zgroza. Chyba nigdy nie czytałam opisów z takim wytrzeszczem oczu. To było straszne, ale ja tą książkę uwielbiam. Masochizm?


Okładka książki Diamentowe Psy. Turkusowe Dni

7. Dobranoc, pchły na noc. Książka, przy której można zasnąć.


Tutaj dużo osób się ze mną zgodzi - "Kapłanka w bieli" Trudi Canavan. Do samej książki nic nie mam, bardzo ją lubię, a Canavan to moja ulubiona autorka, ale sama muszę przyznać, że przebrnięcie przez ten tomik było ciężkie i monotonne. Akcja na początku tak wolno się rozwija, że rowerem można by ją wyprzedzić. Pierwsze pół książki się męczy, potem zaczyna się coś dziać. Więc wszyscy czytający Kapłankę - bądzcie cierpliwi, a zostanie to wam wynagrodzone.


Okładka książki Kapłanka w bieli

Przytoczę tu też przykład "Quo vadis" (bo lektury też książki :P), które tak okropnie męczyłam, bo nudziło mnie na śmierć. Gdy zazwyczaj takie cegły męczę tydzień to to coś męczyłam miesiąc. I nie zmęczyłam, chyba 50 stron mi zostało. Już nie mogłam.

 
8. A co to, farba się wylała? Brzydka, irytująca okładka.


Tyle razy już poruszałam temat okładek - i tych pięknych i szkaradnych - że nie chce mi się już bawić w to. Przepraszam. :I
Tu poczytacie o okładkach i ładnych i brzydkich:

Liebster Award #7
#czytamcopolskie Book Tag

9. No i gdzie ten suspens? Książka do bólu przewidywalna.


Niestety moim rozczarowaniem roku były "Upiory Czarnobyla", o których paplałam tutaj. Cytując: "Strasznie lubię książki poruszające temat Czarnobyla i ogólnie promieniowania, radiacji itp, ale tu muszę stwierdzić, że się trochę zawiodłam. Czytałam to dosyć beznamiętnie, a po domyśleniu się finału wręcz byle by skończyć." Jedno wielkie rozczarowanie.



Okładka książki Upiory Czarnobyla

Dorzuciłabym do tego "Inferno" Dana Browna. Książka mi się naprawdę podobała, tyle że w miarę czytania zaczynałam domyślać się do czego to prowadzi i na moje nieszczęście przewidziałam po części zakończenie.

 Okładka książki Inferno

10. Depczesz mi po odciskach! Rzeczy, których nie lubię w książkowym świecie.

TRÓJKĄTY MIŁOSNE. Jak one mnie niemiłosiernie irytują. Yh, swego czasu to plaga była z tego co słyszałam. Ple ple ple, zabierzcie to ode mnie. Chyba nigdy nie czytałam dobrze zbudowanego trójkąta miłosnego, wszyściutkie mnie irytowały.
Ten np.: w "Igrzyskach śmieci" mnie irytował. Peeta, Gale, Peeta, Gale. Peeta? Gale! ZDECYDUJ SIĘ DZIEWCZYNO.


Okładka książki Igrzyska śmierci

Kolejną rzeczą do wytępienia jest marysuizm. Brzmi jak jakieś poważne zagadnienie. Więc dla niezaznajomionych z tematem. Kim jest Mary Sue? Posłużę się Wikipedią:
"Nie ma określonego wzorca, który pozwalałby z całą pewnością stwierdzić, jaką postać możemy nazwać Mary Sue. Najczęściej przyjmowany jest wzór pięknej femme fatale, która posiada niemalże wyłącznie same zalety i odnosi nieustanne sukcesy. Postać określona tym mianem może być nią jednak nawet wówczas, gdy wady posiada – jest ich jednak zbyt mało lub są zbyt nikłe czy tuszowane, aby można było uznać postać za rzeczywistą.

Terminem Mary Sue można jednak określić również postać z pozoru negatywną o nierzadko tragicznej przeszłości. Najczęściej są to postaci skrajnie przerysowane: morderczyni, ofiara gwałciciela bądź przemocy w rodzinie, niemająca przyjaciół, źle się ucząca, ubierająca na czarno, buntująca się przeciwko wszystkiemu. Taką Mary Sue najprościej rozpoznać po typowej dla tego podgatunku arogancji i ironii w wypowiedziach oraz po rzekomo zimnym sercu."
Tu i tu więcej o "Merisujkach".
Ale do czego zmierzam? Do "Dziewiątego Maga". Tu uświadczymy przewspaniałej Ariel. Jak na początku jakoś to przeżywałam to trylogię skończyłam na końcówce drugiego tomu, bo to co się tam wyprawiało przerastało moje pojęcie abstrakcji. Blehp.

Okładka książki Dziewiąty mag

.~* *~.


A więc to już koniec, ponarzekałam sobie. Uff, wiecie jak dobrze to z siebie wyrzucić? :P
Czytaliście coś z tego? Co Was irytowało?
Piszcie koniecznie!

I jeszcze na koniec - do zrobienia tego tagu nominuję mojego kochanego leniucha - Sarę z Hobbicim szlakiem. Do roboty, leniwy hobbicie! :v


Czytaj dalej...
Zamknieta w pozytywce © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka