42. "Lalka" - Bolesław Prus - Najdłuższe x stron mojego życia...

Hej, hej kochani~!


Koniec świata, dodaję "Lalkę"! Szykujcie się na apokalipsę!
Wiem, że w tym tygodniu miała się ukazać inna recenzja, ale pomyślałam, że po 1,5 roku w końcu wypadałoby wstawić "Lalkę", zwłaszcza, że zaraz matura. :P
Od razu też wspomnę, że to recenzjo-streszczenie jest pisane we współpracy z moją przyjaciółką Sarą - zatrudniłam tego małego hobbita jakiś czas temu by przy okazji omawiania tej lektury napisała mi streszczenie. :P
Więc wielkie podziękowania dla pracowitego hobbita, bo rozpisał mi się cudnie. <3
A więc... Zapraszam!
PS: NA MATURZE BYŁA LALKA!


Tytuł polski: "Lalka"
Autor: Bolesław Prus
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 928
Okładka: twarda

"Polska powieść wszech czasów.

Izabela Łęcka i Stanisław Wokulski to jedna z budzących najgorętsze emocje par literatury polskiej. Ale Lalka jest nie tylko powieścią o nieszczęśliwej miłości nowobogackiego przedsiębiorcy do panny z wyższych sfer. Jest opowieścią o świecie, w którym trzeba trzymać się przypisanych ról, świecie głęboko podzielonym wyraźnymi, choć niewidocznymi granicami. Lalka to epicki rozmach, dziewiętnastowieczna Warszawa, blichtr i brud, bogactwo postaci i pulsujące życie. 

Arcydzieło Prusa, w tym wydaniu wzbogacone o ilustracje Kazimierza Manna, wykracza poza swą epokę, stawiając uniwersalne i aktualne pytania. To one sprawiają, że powieść zachwyciła nie tylko Stanisława Brzozowskiego, który uznał Prusa za jednego z najwybitniejszych pisarzy końca XIX wieku, ale również Olgę Tokarczuk czy Marka Krajewskiego."



.~* Kilka cytatów *~.



"Pluń na wszystko, co minęło: na własną boleść i na cudzą nikczemność... Wybierz sobie jakiś cel, jakikolwiek i zacznij nowe życie."

"Najgorszą samotnością nie jest tak, która otacza człowieka, ale ta pustka w nim samym."

"Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość."

"Dziwna rzecz, jak mnie to wszystko mało obchodzi."

"Głupstwo, wszystko głupstwo!...(...) głupstwo całe życie, którego początku nie pamiętamy, a końca nie znamy. 
We mnie jest dwu ludzi, jeden zupełnie rozsądny, drugi wariat. Który zaś zwycięży? "

"Człowiek jest wtedy najszczęśliwszy, kiedy dokoła siebie widzi to, co nosi w sobie samym."

"Jestem piramidalnie głupi - pomyślał. 
Ale nic mu to nie pomogło. "

"Ludzie są jak liście, którymi wiatr ciska; gdy rzuci je na trawnik, leżą na trawniku, a gdy rzuci w błoto - leżą w błocie."

"Cóż to za okrutna dola nie być do niczego przywiązanym, niczego nie pragnąć, a tak wiele rozumieć."

"Posłuchaj. Gdyby mi się ziemia rozstąpiła pod nogami... rozumiesz?... Gdyby mi niebo miało zawalić się na łeb- nie cofnę się, rozumiesz?... Za takie szczęście oddam życie."

"Pieniądze nie stanowią wszystkiego, bo człowiek oprócz kieszeni ma jeszcze i serce."

"Czuł w duszy dziwną pustkę, a na samym jej dnie coś jakby kroplę piekącej goryczy. Żadnych sił, żadnych pragnień, nic, tylko tę kroplę tak małą, że jej niepodobna dojrzeć, a tak gorzką, że cały świat można by nią zatruć."

"I wyobrażał sobie, jaki to przyjemny musi być chłód noża wbitego w rozgorączkowane serce. "

"Nie dbam o taki świat, który dwoje ludzi skazuje na tortury tylko dlatego, że się kochają."

"Świat podobny jest do amatorskiego teatru; więc nieprzyzwoicie jest pchać się w nim do ról pierwszych, a odrzucać podrzędne. Wreszcie, każda rola jest dobra, o ile grać ją z artyzmem i nie brać zbyt poważnie."

"Jedyną rzeczywistością, która nie zawodzi i nie kłamie, jest chyba - śmierć. 
Przez rok cierpiałem na jakąś chorobę mózgową, a zdawało mi się, że jestem zakochany."

"Gdybym między tymi tłumami mógł zgubić samego siebie."

"...i odrzuciłem szczęście, które samo wpadło mi w ręce... Ale czy może być szczęściem to, czego nie pragniemy?"

"Głupia rzecz miłość... Poznajesz, kochasz, cierpisz... Potem jesteś znudzony, albo zdradzony."

"Świat należdy do tych, którzy go biorą."

"Człowiek jest jak ćma : na oślep rwie się do ognia, choć go boli i choć się w nim spali. Robi to jednak dopóty - dodał po namyśle - dopóki nie oprzytomnieje. I tym różni się od ćmy."

"Jakież to pospolite sprężyny wywołują ruch w świecie: trochę węgla ożywia okręt, trochę serca - człowieka. "

"Jeżeli masz pan pełna szufladę, na przykład portmonetek, czy możesz w tę samą szufladę nakłaść, na przykład, krawatów?... Nie możesz. Więc jeżeli Wokulski ma pełne serce panny Łęckiej, czy możesz mu tam wpakować panią Stawską...?" 

"Najgorsza pewność jest lepsza od niepewności. "

"Trzeba było poznawać kobiety nie przez okulary Mickiewiczów, Krasińskich albo Słowackich, ale ze statystyki, która uczy, że każdy biały anioł jest w dziesiątej części prostytutką. "

"Dzisiejsze pokolenie ma mocne głowy i zimne serca. "

"Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie dają szczęście innym. "

"...a jeżeli kiedyś zapyta mnie Pan Bóg, po com żył na świecie...po to - odpowiem - ażeby trafić na jeden taki dzień."



.~* *~.


O „Lalce” słyszy się już od gimnazjum (żegnajcie te piękne czasy!), ciągle tylko „Będzie na maturze!”, „Lektura z gwiazdką!” i inne takie podnoszące na duchu teksty. Przy tym, nie wiem jak Wy, ale ja nie słyszałam ani słowa o czym tak naprawdę jest, pomijając memy z Łęcką w roli głównej. A treść to jednak nie tylko romans pomiędzy dwójką głównych bohaterów, o ile ten dziwny związek można nazwać romansem.
Znalezione obrazy dla zapytania lalka prus
Powieść otwiera rozmowa kupców przy butelce piwa (albo i nawet kilku). Dowiadujemy się z niej nader ciekawych rzeczy o głównym bohaterze, nazywanym przez nich wariatem. Właściwie to nawet i mają rację, bo facet ciągle zmienia zdanie – najpierw zachciało mu się być uczonym, dostał się do Szkoły Głównej, a zaraz potem rzucił wszystko, by wziąć udział w powstaniu styczniowym. Mało tego, jak wrócił to ożenił się ze starszą od niego kobietą, a kiedy ona umarła, zamiast zająć się odziedziczonym sklepem to znów wyjechał na wojnę, tym razem do Bułgarii. Szalony.

Zaraz potem przerzucamy się do opisu najlepszego pracownika w sklepie Wokulskiego, Ignacego Rzeckiego, zapamiętajcie go, bo to zdecydowanie postać ważna. Co warto wiedzieć? Jest on starszym człowiekiem bez reszty oddanym pracy, jego życie jest monotonne, uporządkowane. Rodziny nie posiada, ale za to ma psa, Ira (<- pundel bez oka, pmiętajcie! XD) Oprócz niego, pracuje jeszcze trzech subiektów, ale to on, przyjaciel Stanisława tak naprawdę dba o porządek. I rzecz, na którą trzeba zwrócić uwagę – Rzeckiemu zdarza bawić się nakręcanymi zabawkami i nachodzą go wtedy refleksje nad ludzkim życiem, mamy tutaj wyraźne odniesienie do koncepcji theatrum mundi (jak na przykład w „Makbecie” czy o ile pamiętam, u Kochanowskiego)~`dusza humanisty mojego hobbita

Znalezione obrazy dla zapytania lalka prusPrzechodzimy teraz do „Pamiętników starego subiekta” - w tych rozdziałach Rzecki opisuje aktualną sytuację polityczną oraz swoje dzieje, a także co chwila wychwala Napoleona. Rozrzucone są te fragmenty po całej książce, ale żeby było przejrzyściej zbiorę je tutaj. Tak w skrócie – opisuje dzieciństwo, pracę u Mincla w sklepie, swoje wojenne „przygody”, które przeżywał wraz z Augustem Katzem (który to ostatecznie popełnił samobójstwo, spoiler!) na Węgrzech. Przez wiele lat tułał się po Europie, ale finalnie udało mu się powrócić do sklepu Minclów. Ignacy często bywa także w szynku, gdzie plotkuje sobie z mieszczanami, a podczas jednej z takich rozmów gorąco broni Wokulskiego. W ogóle ma go za wspaniałego, chociaż trochę zagubionego człowieka, a dbając o jego szczęścia bardziej niż o własne próbować będzie zeswatać go ze Stawską, wobec której sam żywił cieplejsze uczucia. Dziwi go jednak postępowanie przyjaciela, choćby jego nagłe zainteresowanie teatrem, do którego nawet zostaje wysłany. Tam zaczyna docierać do niego prawda o uczuciu, jakie żywi Wokulski do Izabeli. Niepokój wywołują w nim także pogłoski o tym, że Stach zamierza kupić kamienicę Łęckich, co nie jest wcale takim dobrym interesem. Na domiar złego kupiec odmawia wyjazdu z Suzinem do Paryża, chociaż mogłoby to przynieść niemały zysk. Kiedy w końcu Wokulski decyduje się na wyjazd, Ignacy myśli, że ma to coś wspólnego z polityką, ale Szuman tłumaczy mu, że wszystko przez miłość, którą mężczyzna żywi do panny Izabeli. Zaczyna rozmyślać o początkach swojej znajomości z przyjacielem, o tym jak widywał go z ojcem, usiłującym odzyskać utracone szlachectwo. Streszcza też to, co się z nim dalej działo - naukę, powstanie, małżeństwo, czyli to, o czym już wcześniej pisałam. Pod nieobecność przebywającego za granicą Stanisława, Rzecki odwiedza kupioną przezeń kamienicę i poznaje jej mieszkańców: zarządcę Wirskiego, studentów, którzy nie chcą płacić i uprzykrzają życie baronowej, samą Krzeszowską oraz Helenę Stawską wraz z jej matką i córką. Z tą ostatnią, jak pisałam wcześniej, chciałby zeswatać przyjaciela, ale jest pewien problem - mąż kobiety ma status osoby zaginionej. Subiekt obiecuje postarać się znaleźć informacje na jego temat. Z pamiętników subiekta dowiadujemy się także o bardzo ważnej sprawie dotyczącej właśnie Stawskiej. Oskarżana jest ona o złe prowadzenie się, romans z Wokulskim przez baronową Krzeszowską, pragnącą odkupić od niego kamienicę. Baronowa prosi ją o pomoc w odnowieniu garderoby i usiłuje nakłonić kobietę, by ta przekonała Stanisława do sprzedaży, ale Helena odmawia, więc postanawia się na niej zemścić. Oskarża ją o kradzież lalki należącej do jej zmarłej córki, jednak podczas procesu wychodzi na jaw, że nie ma racji. Wokulski odrywa głowę zabawki, ukazując logo własnego sklepu, gdzie lalka została zakupiona. Rzecki ma nadzieję, że jego przyjaciel zbliży się do Stawskiej, ale on mimo spędzania z nią czasu nadal myśli o Izabeli. Ponadto rozważa nawet sprzedanie sklepu, co dla subiekta jest rzeczą nie do pomyślenia. Swoimi wątpliwościami Rzecki dzieli się się z Szumanem, przyjacielem Wokulskiego, który uważa, że jego romantyczna miłość nie przyniesie niczego dobrego. I tak właśnie się staje. Kiedy sklep zostaje sprzedany, stary subiekt jest załamany, ponieważ było to całe jego życie. Martwi się także o przyjaciela, który najpierw się z łęcką zaręczył, by szybko te zaręczyny zerwać. Na dodatek Stawskiej oświadcza się Mraczewski(no bo ostatecznie okazuje się, że jej mąż nie żyje, skomplikowana sprawa), co rozwiewa zupełnie marzenia Rzeckiego o małżeństwie Stacha z tą kobietą. Wszystko to sprawia, że ma ochotę wyjechać na wieś, ale ostatecznie się rozmyśla. Z czasem pogarsza się jego stan zdrowia, co odbija się na treści dziennika, pisanego pod koniec w sposób urywkowy.
Znalezione obrazy dla zapytania lalka prus
Teraz zaczynamy zabawę, czyli akcję właściwę, której początkiem jest powrót do domu z wojny Wokulskiego, który najpierw wita się z Rzeckim i opowiada mu o zarobionych pieniądzach i swoich dziejach. W międzyczasie mamy opis Izabeli Łęckiej i jej ojca, arystokratów żyjących ponad stan, przez co stojących już u progu bankructwa. Wybredna Izabela odrzuciła już prawie wszystkich kandydatów do jej ręki, a mimo to nadal nie chce zdecydować na małżeństwo, bo ani marszałek, ani baron nie spełniają jej wygórowanych oczekiwań. Z braku pieniędzy decyduje się na sprzedaż serwisu i sreber oraz rozmawia z ojcem po raz pierwszy o Wokulskim, który – subtelnie mówiąc – nie robi na niej dobrego wrażenia. Tutaj pojawia się także opis jej tajemniczego snu, w którym jedzie powozem, a jej ojciec gra w karty ze Stanisławem (oczywiście, ma to znaczenie metaforyczne, Bela jest stawką w grze, odczuwa niepokój, itd.). W związku z rosnącym w pannie Izabeli niepokojem, odwiedza ona sklep Wokulskiego, a tam rozmawia z nim o kupionym przez mężczyznę serwisie i flirtuje z jego subiektem. Doprowadza tym, powiedziałabym, naszego bohatera do szału, zwalnia nawet Bogu ducha winnego subiekta Mraczewskiego(tego od flirtu, tak dla mniej kumatych). Wychodzi zaraz ze sklepu i błąkając się po Warszawie, zastanawia się nad swoim życiem, myśli o tym jak spotkał Izabelę w teatrze i zdecydował się wyjechać do Bułgarii, by zdobyć pieniądze potrzebne, aby się do niej zbliżyć. Przypomina sobie rozmowę ze swoim przyjacielem, doktorem Szumanem, któremu zwierzał się na temat rozwijającego się w nim uczucia. (W ogóle to ma takie egzystencjalne rozważania, że aż strach XDD)

Znalezione obrazy dla zapytania lalka prusNastępnym znaczącym wydarzeniem jest kwesta w kościele, gdzie ma miejsce rozmowa dwójki głównych bohaterów, która skutkuje przywróceniem Mraczewskiego do pracy, chociaż na inne stanowisko oraz decyzją o nauce przez Wokulskiego języka angielskiego. W końcu to modne, a panna Belcia lubi rzeczy modne. Stanisław przygląda się także ludziom odwiedzającym kościół i tam właśnie zauważa pierwszy raz Helenę Stawską wraz z jej córeczką. Zwraca także uwagę na płaczącą dziewczynę – okazuje się nią prostytutka Marianna, której postanawia pomóc i zapewnia jej pobyt u magdalenek oraz możliwość pracy. W Wielką Niedzielę odwiedza hrabinę, gdzie zaznajamia się z całą śmietanką towarzyską, a co najważniejsze – z prezesową Zasławską, która to zakochana była w stryju Wokulskiego. Małżeństwo nie doszło niestety do skutku, ze względu na różnice w statusie społecznym, czego kobieta bardzo żałuje.

Wokulski, żeby zbliżyć się do Izabeli gotów był na wszystko, dlatego też opłacał nawet niejaką panią Meliton, by ta dostarczała mu informacji o ukochanej. W ten sposób dowiedział się o spacerach arystokratki po Łazienkach, co postanowił wykorzystać, by upozorować przypadkowe spotkanie.
Dla Izabeli także postanowił wejść z arystokratami w spółkę do handlu ze wschodem (tutaj postać księcia-patrioty, Łęckiego, jakiegoś barona itp.). Na takim spotkaniu dotyczącym interesów poznaje Juliana Ochockiego, młodego naukowca, badacza i wynalazcę marzącego o dokonaniu wielkiego odkrycia. Żeby zrobić przyjemność Belci, Wokulski kupuje klacz od baronowej Krzeszowskiej i wystawia ją do wyścigów, podczas których ma miejsce pewien incydent. Baton Krzeszowski potrącił Stanisława, a do tego obraził pannę Izabelę. Tego nasz bohater nie mógł przeżyć i wyzwał go na pojedynek. Okazało się wtedy, że strzela tak świetnie, że wybił rywalowi ząb, który później został wysłany obrażonej arystokratce (co kto lubi). Kupuje także kamienicę Łęckich po zaniżonej cenie.

W końcu Wokulski zaproszony zostaje do Łęckich i jest przez to tak wniebowzięty, że nie potrafi usiedzieć w miejscu. Wybiera się na spacer nad Wisłę, żeby znowu rozmyślać o sobie i całej tej sytuacji, w której się znalazł. Właściwie to zachowuje się jak panienka przed pierwszą randką, wciąż myśląc o tym, co powinien założyć. Za to panna Izabela ma inne zmartwienie - nie udało jej się spotkać z Rossim, aktorem, w którego niegdyś darzyła uczuciem. Podczas obiadu u Łęckich, Stanisław celowo popełnia kilka towarzyskich gaf, na przykład spożywa rybę przy pomocy - o zgrozo - noża i widelca, czym wywołuje niemałe poruszenie. Zauważa przy tym, że jest pewnym autorytetem dla Łęckiego, który zaczyna robić to samo. Po posiłku nasz bohater zostaje sam na sam z Belą, która zaczyna patrzeć na niego przychylniejszym okiem, jako na potencjalnego powiernika *ekhe, ekhe, friendzone*. Wtedy też zapada decyzja o wspólnym wyjeździe na wystawę do Paryża. Wszystko to tak uszczęśliwiło Wokulskiego i napełniło miłością do całego świata, że postanowił pomóc kilku osobom. Odpuścił dług inkasentowi Obermanowi oraz zapewnił Mariannie, prostytutce spotkanej w kościele, mieszkanie u Wysockich i pracę. Chciał też uczynić dobry uczynek baronowi Krzeszowskiemu, ale ten go nie wpuścił, myśląc, że został przez niego oszukany, podczas gdy za przekręt odpowiedzialny był Maruszewicz.

Wokulski ustala ze Szlangbaumem, że Żyd kupi dla niego kamienicę Łęckich, tak by oni się o tym nie dowiedzieli. Zaraz potem wybiera się do Łazienek na "przypadkowe" spotkanie z panną Izabelą. Skarży mu się ona, że wielbiony przez nią Rossi nie jest doceniany przez warszawiaków. Więc co robi biedny zakochany Stachu? Postanawia wykupić dla tego marnego aktorzyny owacje i bukiety kwiatów.

Tymczasem u Łęckich sporo się dzieją - nachodzą ich wierzyciele żądający zwrotu pieniędzy, przez co Izabela dowiaduje się, że są na skraju bankructwa. Pomaga im - a jakże! - jedynie Wokulski gotów zrobić wszystko dla swej miłości. Jednak jej wcale nie w głowie jakiś tam kupiec galanteryjny, ponieważ do kraju właśnie przybył dawny adorator, Kazimierz Starski i będzie miała szansę spędzić z nim lato u ciotki, jeśli zdecyduje się na wakacje na wsi. Dowiaduje się także o tym, że to właśnie Wokulski kupił ich kamienicę, przez co traktuje go chłodno podczas jego wizyty. Ignoruje go tak bardzo, że rozpoczyna rozmowę ze Starskim po angielsku, przeświadczona, że kupiec ich nie zrozumie. To był błąd! Stanisław szybko opuszcza dom Łęckich i decyduje się na samotny wyjazd do Paryża.

Podczas pobytu we francuskiej stolicy Wokulski pomaga Suzinowi w interesach jako tłumacz, a w  wolnych chwilach zwiedza miasto. Podoba mu się ono niezmiernie, jako zupełnie różne od Warszawy, o wiele wspanialsze i piękniejsze. Porównuje je do półmiska przeciętego Sekwaną. Ludzie też są inni, bardziej radośni i swobodni, jakby życie było tam prostsze, tak bardzo, że nasz bohater zastanawia się nawet nad przeprowadzką. Chociaż na początku nie może przestać myśleć o Łęckiej, powoli dociera do niego jaka jest naprawdę. Ważnym wydarzeniem jest także spotkanie Geista, naukowca uważanego za szaleńca, który twierdzi, że wynalazł metal lżejszy od wody/powietrza. Kawałek tego tworzywa dostaje od niego Wokulski, któremu, jako pasjonatowi nauki podoba się pomysł finansowania badań profesora. Ma co prawda pewne wątpliwości po pokazie magnetyzera  Palmieriego, uważając, że może został zahipnotyzowany zarówno przez Geista jak i pannę Izabelę  (interesujący sposób na wyjaśnienie zakochania, prawda?), ale hipnotyzer wyjaśnia mu, że to niemożliwe, ponieważ Stachu nie jest medium. W międzyczasie zleca swojej nowej znajomej baronowej odnalezienie męża Stawskiej, o co prosił go w liście Rzecki. Czyta też mickiewiczowskie sonety, zrzucając na biednego wieszcza swoje idealizowanie ukochanej kobiety i samego uczucia miłości. Jest już właściwie pewny, że powinien poświęcić się pracy w Paryżu i rozpocząć nowe życie, a tu bam, dostaje list od prezesowej Zasławskiej, która zaprasza go do siebie...ponieważ będzie tam panna Izabela. No i co? No i cholera jasna, facet znowu oszalał, wszystkie plany do kosza, bo na horyzoncie znów pojawiła się ta jakże urocza panna. W tym momencie czytający ma tylko ochotę palnąć Wokulskiego w łeb, żeby się opamiętał. Ech...

 Także nasz szaleńczo zakochany bohater udaje się na wieś, gdzie zastaje barona Dalskiego z narzeczoną - Eweliną Janocką, jej siostrę Felę, Ochockiego, młodą wdowę Wąsowską, Starskiego i oczywiście Łęcką z ojcem. W Zasławku ma miejsce niejedno ciekawe zdarzenie. Wiedzieć trzeba, że jest to miejsce, którego gospodyni bardzo o wszystkich dba (pssst, praca u podstaw), starając się rozwijać gospodarstwo i pomagając ubogim. Starski daje jakże porywającą przemowę, wygłaszając swoje poglądy na temat miłości i małżeństwa, które według niego warto zawierać z rozsądku, dla pieniędzy, ponieważ akurat jego rodzice się kochali i nic im to nie dało. Co za niefart. Dlatego też Kazimierzowi nie przeszkadza życie na utrzymaniu zakochanych w nim kobiet i bezwstydnie romansuje z narzeczoną barona, która bynajmniej Dalskiego uczuciem nie darzy. Podczas konnej przejażdżki poglądami na temat stosunków damsko-męskich dzielą się także Wąsowska z Wokulskim. Kobieta wyraźnie go kokietuje, jako że lubi mieć adoratorów. Niestety, akurat ten jeden jest oporny na jej wdzięki i od razu to zaznacza. Trochę się sprzeczają, ale rozstają jako przyjaciele, a zaraz potem przybywa do Zasławka panna Izabela. Pełna jest ona pewnego niepokoju, ponieważ nie został już praktycznie żaden pretendent do jej ręki (Dalski zaręczony, Starski bez majątku) a do tego obawia się spotkania z Wokulskim. O tym ostatnim rozmawia z prezesową, która bardzo sobie Stanisława ceni i chciałaby, żeby ożenił się z Izabelą, nie zważając na to, że przynależą do różnych sfer.

W końcu nastaje ten cudowny dzień, kiedy całe towarzystwo wybiera się na grzyby, co daje Wokulskiemu możliwość rozmowy z Izabelą sam na sam. Kobieta udziela mu wymijającej odpowiedzi na pytanie, czy - kolokwialnie mówiąc - ma u niej szanse, co napawa go nadzieją. To samo dzieje się, gdy odwiedzają ruiny zasławskiego zamku, gdzie stanąć ma nagrobek upamiętniający wuja Stanisława. Autor pomnika, Węgiełek, opowiada im historię o śpiącej królewnie, a Wokulski obiecuje mu pracę w Warszawie. Niedługo potem Łęcka wyjeżdża, a atmosfera robi się napięta, ponieważ wszyscy zaczynają podejrzewać narzeczoną barona o romans ze Starskim. Dlatego też, nie mając co robić, wkrótce i nasz bohater opuszcza Zasławek.

Po powrocie do Warszawy odbywa się ta cała sprawa z lalką, a co dalej ma być między naszymi głównymi bohaterami to nie wiadomo. Z jednej strony pamięta, że Izabelę prawdopodobnie coś ze Starskim łączyło, on sam spędza czas ze Stawską, jakby starając się do niej przekonać, ale wciąż kocha Łęcką, Ona też powoli zaczyna rozmyślać nad tym, że gdyby facet sprzedał ten uwłaczający godności sklep, to może nawet nadawałby się na męża dla niej. Doradza jej to nawet Wąsowska.
  
Tymczasem do Warszawy przybywa skrzypek Molinari, którego za wszelką cenę poznać chce Izabela, mimo, że to artysta niskiej klasy. Podczas koncertu muzyka Wokulski dostrzega zachwyt ukochanej nad wątpliwej jakości występem, co budzi w nim niesmak i znowu zaczyna docierać do niego, że Belcia nie jest aniołem, za jakiego ją miał. Po powrocie do domu wpada w pewnego rodzaju apatię wywołaną tym odkryciem. W międzyczasie odwiedza go Węgiełek, oznajmiając, że zamierza poślubić Mariannę, byłą prostytutkę, a Stawska zastanawia się nad otwarciem własnego sklepu. W końcu jednak pod wpływem rozmowy z Wąsowską, Wokulski postanawia odezwać się do Łęckiej, podarował jej nawet medalion z próbką metalu od Geista. I - uwaga, uwaga! - dzieje się rzecz niezwykła i panna Izabela przyjmuje go jako swojego narzeczonego. Pani Stawska również otrzymuje ważne wieści - okazuje się, że jej mąż żyje w Algierii pod przybranym nazwiskiem. Właściwie to wszyscy są szczęśliwi, baron powrócił do baronowej, Maruszewiczowi darowano oszustwa przy sprzedaży klaczy, w ogóle cud, miód, orzeszki.

Szczęśliwy Wokulski sprzedaje sklep Szlangbaumowi, rozdaje ludziom pieniądze na prawo i lewo w dobroczynnych gestach, ale przecież "nic nie może wiecznie trwać"(kto zaśpiewał ten łapka w górę). Razem z Łęckimi i Starskim wybiera się do ciotki Izabeli i podczas podróży pociągiem jest świadkiem bardzo interesującej rozmowy o tym jak to Belcia zgubiła medalion, prezent od niego, baraszkując beztrosko z drogim Kaziem. Konwersują sobie swobodnie po angielsku, przekonani, że towarzysz tego nie zrozumie. A tu niespodzianka! Stanisław wysiada i będąc na peronie wypowiada słynne słowa(powiedzmy, że słynne): " Farewell , miss Iza". (Wyobraźcie sobie tylko jaką minę mogłaby mieć w tej chwili, ja nie potrafię.) Nasz biedny zdruzgotany bohater podążą teraz bez celu wzdłuż torów i dopada go szalona myśl, by popełnić samobójstwo. Zanim jednak to tego dochodzi, ratuje go pracownik kolei, którym okazuje się brat tego Wysockiego, któremu Wokulski pomagał.

Po powrocie Stanisław nie jest w stanie normalnie funkcjonować, rezygnuje ze spółki handlowej, spędza cały czas w domu, czytając książki, a rozmowy z przyjaciółmi nie są w stanie wyrwać go z letargu. Odwiedza go wielu ludzi: Wysocki, Węgiełek (opowiada, że zaczyna brzydzić się swojej żony, byłej prostytutki), Ochocki (przybywa z wieściami, że baron Dalski zostawił narzeczoną Ewelinę, po odkryciu jej romansu). Spotkanie z tym ostatnim daje mu nową energię i znowu zaczyna rozmyślać, czy nie poświęcić się nauce. Odbywa nawet rozmowę z Wąsowską, podczas której na dobre odkochuje się w pannie Izabeli, a zaczyna flirtować z ze swoją rozmówczynią. Ta poprawa jest jednak pozorna, bo Wokulski niedługo potem wyjeżdża  i nie wiadomo, co się z nim dzieje.

 Łęcki umiera, Rzecki właściwie nie pracuje, a o Wokulskim krążą różne plotki - jedni mówią, że jest wariatem, bankrutem, inni, że wyjechał za granicę, a jeszcze inni, że widziano go w Zasławku kupującego dynamit. Ostatnia wersja jest bardzo prawdopodobna, bo do Rzeckiego dochodzi informacja, że wysadzono ruiny zamku, gdzie swego czasu Stanisław spacerował z Izabelą. Nie znaleziono mimo to żadnych zwłok, więc nie wiadomo, co się stało z kupcem. Na sam koniec powieści dostajemy jeszcze informację, że Izabela wstąpiła do zakonu. Podczas przygotowywania cotygodniowej wystawy umiera także na atak serca biedny Rzecki.

I to by było na tyle.
Znalezione obrazy dla zapytania lalka prus


.~* Wady i zalety *~.

Wady:

- długość - wiele osób twierdzi, że całość historii można by zmieścić w książce o połowę mniejszej
- chwilami męcząca i nużąca 
- fabuła strasznie rozciągnięta

Zalety:

- łatwość rozumienia
- wciągająca
- porusza tematy zarówno uniwersalne jak i unikalne dla samej książki
- podział książki - fabuła właściwa a dziennik



.~* Podsumowując *~.

Lalka jest jedną z najpopularniejszych wśród licealistów jak i jedną z najbardziej lubianych lektur w Polsce. Powieść, w której romantyzm spotyka się z pozytywizmem - historia z nowoczesnością. Wyjątkowa w swoim gatunku, często na początku niedoceniana. Przyznaję, że nie jest moją ulubioną lekturą, nużyła mnie okrutnie. Ale nie powiem, zła nie jest. Może kiedyś bardziej ją polubię?

.~* Moja ocena *~.
5/10

.~* *~.




8 komentarzy :

  1. ja nie dałam rady dotrwać do końca haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się! Opasla cegła, która zmeczy nawet najwytrwalszych!:p

      Usuń
  2. Zabierz to ode mnie. Dziś miałam ją na maturze :'( Ta książka zapadła mi w pamięć z jednego tylko względu - miała najbardziej irytujących bohaterów na świecie.

    Pozdrawiam i zapraszam:
    Biblioteka Feniksa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wróciłam z matury do domu XD
      I potwierdzam - byli irytujący :P

      Usuń
  3. Kurczę, jakie wspaniałe streszczenie, doprawdy niezwykłe...

    Szkoda, że jedyne, które napisałam. XD Ale chyba jeszcze nie publikowałaś Chłopów, nie nie? Jak tak to nic straconego xDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ciekawe kto takie piękne napisał? :V

      Chłopi czekają, enjoy. XD

      Usuń
  4. A ja będę tą jedną wredną, która napisze, że Lalka była spoko! Kilka lat temu modliłam się aby była na maturze <3 ale jej nie było...

    Pozdrawiam i obserwuję ♥
    Książkowa Przystań

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się nie modliłam i była! To jakiś spisek! :P

      Usuń

Niesamowicie cieszą mnie Wasze komentarze, które mogę tu czytać. Więc śmiało, zostaw tu coś od siebie. ;)
Z chęcią odpiszę na każdą wiadomość~! <3

Ale jeśli masz pisać coś w stylu "Super blog, zapraszam do mnie (link)" to lepiej sobie odpuść.
Serio. To nie jest blog do reklamowania się.

Zamknieta w pozytywce © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka