Koniec roku, wyzwanie i Gołkowski w Lublinie, czyli "krótka" pogadanka.

Witajcie kochani~! 

Przychodzę do Was dzisiaj z pogadanką, bo to od niej powinnam, według mnie, zacząć. I od razu też Was przeproszę! Bo od dawna nic się sensownego nie pojawiło (nie licząc posta informacyjnego). Ale że już są wakacje to w końcu (!!!) można nadrobić blogowe zaległości. :)
Ta pogadanka również miała ukazać się jakiś czas temu, ale ups, nie wyszło. W sumie miał być ostatecznie wczoraj, ale miałam grilla z okazji imienin dziadka .:I
Ale zmobilizowałam się i w końcu jest!
Od razu też wspomnę jakie tematy poruszę, bo może nie wszystko Was interesuje. :)

* Rok szkolny - jak nie zwariować.
* Wyzwanie biblioteczne - podsumowanie.
* Naczelny szkolny bibliofil.
* Okradanie biblioteki, czyli książki na wakacje.
* Potop, czyli dlaczego nie warto nosić butelki z wodą w torebce.
* Co mają lody do książek?
* Gołkoś w Lublinie.
* #czytamcopolskie




Rok szkolny - jak nie zwariować.

Często Wam się żaliłam, że nie mam kompletnie czasu na nic. Szkoła coraz bardziej pochłaniała mój wolny czas zmieniając go w kolejne żmudne godziny nauki i zadań, a mnie doprowadzając wręcz do depresji. Ale nie mogłam się poddawać - ubzdurałam sobie, że bloga prowadzić będę to będę! I jakoś powolutku sobie tego bloga prowadziłam, zdobywając kolejne ustanowione przeze mnie kamienie milowe. 10 tysięcy, 15 tysięcy, potem nawet 20 tysięcy wyświetleń. Pierwszy rok bloga. I jeszcze więcej kochanych mordeczek w Armii. Mimo cięższych chwil i małych depresji blog dalej parł do przodu. Jest to dla mnie jedna z tych rzeczy, która trzyma mnie z dala od zwariowania.

Wyzwanie biblioteczne - podsumowanie.

Tak jak wspominałam spooory kawał czasu temu (dokładnie w tym poście: Klik!) miałam zamiar, ba!, nawet robiłam moje własne wyzwanie związane z książkami. Polegało ono na przeczytaniu danej ilości książek podczas roku szkolnego. Oczywiście mam tu na myśli książki z biblioteki, te z własnej biblioteczki nie dodawały się do licznika. W tamtym roku szkolnym (2016/2017) największą ilością przeczytanych książek w szkole było 30, z tym wiązała się nagroda biblioteki, czyli po prostu książka. Bo co jest lepszym prezentem dla osoby czytającej dużo książek? :P
I stwierdziłam razem z moją przyjaciółką, że łeeee, to mało. Pobijemy to, zrobimy małą rywalizację. Zdecydowałyśmy, że progiem do przebicia dla nas będzie właśnie 30 książek. I jak początek roku szedł wybornie (całą saga PLO poszła w miesiąc, jak nie mniej :P) to im bliżej końca roku tym było gorzej. Wiecie, nauczyciele zamiast ciut odpuścić chcą Was jeszcze bardziej zabić materiałem. :P
Koniec końców, udało mi się przebić przez próg 20 książek. Nie wiem dokładnie ile, bo nie zrecenzowałam jeszcze wszystkich (ta Lalka z pazdziernika...), ale było ich koło tych 20. I tak jestem całkiem zadowolona patrząc jaką miałam intensywną końcówkę roku szkolnego.

Naczelny szkolny bibliofil.

Znalezione obrazy dla zapytania hygge książkaDwadzieścia książek to może nie jest wiele, na pewno nie tyle ile chciałam przeczytać, ale... Ale to wystarczyło. Udało się. Nagroda biblioteki jest w tym roku moja! :D
Może to nie jest wiele, ale takie miałam małe postanowienie i udało mi się je spełnić. Więc jestem bardzo zadowolona, bo pod koniec roku za szczęśliwa nie byłam, byłam raczej już tą szkołą zmęczona. Więc taka niespodzianka momentalnie poprawiła mi humor (i umiliła siedzenie w auli przez x czasu :P).
A co takiego dokładnie dostałam?
"Hygge. Duńska sztuka szczęścia."
Książka o przepięknej okładce, ślicznych zdjęciach wewnątrz i czymś co mi się chyba przyda, czyli szczęściu. :P
Nie powiem, moje bibliotekarki strzeliły w dziesiątkę. Trochę szczęścia mi się właśnie przyda. :)

Okradanie biblioteki, czyli książki na wakacje.

Idąc do biblioteki oddać książki by mieć podbitą tzw. "obiegówkę" (oddane książki, podbite papierki u pielęgniarki i u 3 klas zdany kluczyk do szafki) zobaczyłam karteczkę, że na wakacje będzie można również wypożyczać książki. Uradowałam się niezmiernie, bo nie skończyłam czytać "Brudnych ulic nieba" i bałam się, że już ich nie skończę, bo o nich zapomnę. Tak więc oddałam co mi na koncie zalegało i skompletowałam swój "wakacyjny stosik".
Co się w nim znalazło?

  • Tad Williams "Brudne ulice nieba" 
  • Dmitry Glukhovsky "Metro 2033"
  • Andrzej Pilipiuk "Trucizna"
  • Andrzej Pilipiuk "Wieszać każdy może"
  • Andrzej Sapkowski "Narrenturm"
  • Carlos Ruiz Zafon "Cień wiatru"
Tak jak widzicie, postanowiłam kontynuować przygody Wędrowycza, ale nie wzięłam wszystkich tomów, bo byłby to przesyt. Potrzebowałam przecież miejsca na inne pozycje. :P
"Brudne ulice nieba" chcę skończyć, bo jestem gdzieś w połowie. Boję się tylko, że moja biblioteka nie ma kolejnych tomów, a nie ma nic gorszego. :C
"Metro 2033" miałam przeczytać już dawno temu, nawet kiedyś je zaczęłam. Ale coś nie szło. Potem przeczytałam "Futu.re" i już się za Metro brałam ,ale znowu nie wypaliło. Więc w końcu je przeczytam!
Wzięłam się też za inne sagi Sapkowskiego, bo przecież nie samym "Wiedzminem" człowiek żyje. :)
A "Cień wiatru" polecało mi już tyle osób, że aż szkoda nie sięgnąć.
Czytaliście coś z tego stosiku?
Jak wrażenia? :)

Potop, czyli dlaczego nie warto nosić butelki z wodą w torebce.


Teraz mniej przyjemna część pogadanki. I przestroga do wszystkich noszących wodę w torebce/plecaku.
Na zakończenie roku poszłam do szkoły z dość sporą torebką - taką by zmieściło mi się w nią świadectwo i książka. Przed zakończeniem roku miałam jeszcze sporo czasu - przyjechałam wcześniej, tylko tak miałam autobus. Więc stwierdziłam, że skoczę do sklepu po wodę, bo pewnie chwilę potrwa ta uroczystość w auli. Siadłam sobie potem w szatni z książką przywiezioną z domu by poczekać do tej 10:00. Tradycyjnie zakończenie trwało jakąś godzinkę, rozdanie nagród, przemowa itp. Typowe. Świadectwo włożyłam w książkę przywiezioną z domu i wrzuciłam do torebki, zaraz koło telefonu, słuchawek i "Hygge". Tak się złożyło, że okrutnie zaczęło padać. Ale na szczęście wzięłam parasolkę, więc byłam ubezpieczona. Zapięłam mocniej torebkę i poszłam odprowadzić przyjaciółkę na przystanek, bo biedaczyna parasolki nie miała, a padało na prawdę mocno. Potem sama poszłam na swój i wsiadłam w autobus. A raczej większość z Was wie jak to z autobusami jest, gdy jest jakieś wydarzenie, takie jak zakończenie roku - dużo ludzi, ciasnota i żeby wyjść potrzeba cudu. Lecz tu wydarzyła się raczej tragedia. Zanim przesiadłam się w busik na moje kochane zadupie zorientowałam się, że butelka wody w mojej torebce pękła. Ukazał mi się obraz wszechobecnej nędzy i rozpaczy. Tragedia. Nie wiem czy byłam bardziej wściekła czy zrozpaczona. Telefon zalany, do tej pory nie wiem czy słuchawki działają, świadectwo i książki przemoczone. Chciało mi się płakać. Pierwsze co zrobiłam w domu (oprócz zrzucenie z siebie wysokich butów i spódnicy po kostki) było złapanie za suszarkę i ręcznik. Najbardziej ze wszystkiego ucierpiały, o ironio, "Upiory Czarnobyla". Prawie równe pół książki przemoczone tak, że można wodę wyciskać (dosłownie, próbowałam). Świadectwo tylko trochę się pomięło i wystrzępiło, a "Hygge" zmoczyło się na rogu, lecz twarda okładka uratowała ją od potopu. Jeśli mam być szczera to Czarnobyl 4 dni suszyłam, tak był przemoknięty. Po tym niestety wygląda jak wygląda, jest dość mocno pofalowany, ale przynajmniej się trzyma, nic się nie rozmazało i da się czytać. O tyle dobrze. Choć strasznie mi szkoda, że się tak zniszczył.
Więc pamiętajcie drogie dzieci. Gdy macie butelkę z wodą - trzymajcie ją jak najdalej od książek.



Co mają lody do książek?


Jakiś czas temu na Facebooku zobaczyłam, że Michał Gołkowski będzie mieć spotkanie autorskie w Lublinie, nie tak strasznie daleko od mojej szkoły. Coś takiego rzadko się trafia. Ucieszyłam się jak nie wiem co, bo to na prawdę genialny człowiek i bardzo chciałam iść na to spotkanie autorskie. Ale wtedy też narodził się problem i to nie tylko z dojazdem. Problem polegał na tym, że nie miałam w biblioteczce żadnej książki Gołkosia do podpisu. Pomyślałam - kurczę, słabo. I to tak cholernie, bo ostatnio jakoś lubię zbierać podpisy autorów. Tak też wybrałam się do księgarni przy okazji wypadu do plastyka z przyjaciółką. I jak na złość nie było tego co chciałam i potrzebowałam - "Komornika". Duża księgarnia w Lublinie, a tego nie ma, ani jednego tomiku.
No kurdę.
Był tylko "Moskal", ale ja uparłam się, że chcę "Komornika" i już. Kilka razy narobiłam sobie na niego smaka, więc tym razem zdobędę i przeczytam!
Więc już dzień pózniej, tym razem sama, wybrałam się rowerkiem do księgarni na moim cudownym i przewspaniałym zadupiu.
I wiecie co?
Był "Komornik"!
Ba, nawet jego druga część, "Rewers"!
Od razu złapałam pierwszą pozycję z półki i poszłam kupić. Chyba nigdy nie szłam tak szybko do kasy.Uwierzcie mi, naprawdę tego szukałam, a że nie było w większym mieście to bałam się, że prędko nie znajdę. Ale, uff uff, na szczęście było.
Ale halo halo, co to ma do nagłówka?
Już objaśniam. :)
Kupując książkę sprzedawczyni razem z paragonem wręczyła mi kupon. Zdziwiłam się szczerze, bo nie wiedziałam o co chodzi. Patrzę, a tu kupon na lody. To jeszcze bardziej mnie zadziwiło. Książki i lody? Okazało się, że ta księgarnia ma podpisane coś z lodziarnią obok i za zakup książki dostaje się darmowego loda. Według mnie fajna sprawa. Bo nie dość, że masz książkę to jeszcze coś na osłodę. :P
Ja myślicie, taka większa akcja mogłaby zachęcić do kupna książek?

Gołkoś w Lublinie.

Tak jak wspomniałam w poprzednim punkcie, byłam na spotkaniu autorskim z Michałem Gołkowskim. W tym miejscu podziękowania należą się mojemu tacie, dzięki któremu udało mi się na to spotkanie w ogóle dotrzeć. Dziękuję ci tato za to, że nie musiałam ciułać się przez cały Lublin autobusami! I to z przesiadkami!
Ale wracając do samego spotkania. Jeśli mam być szczera - ciężko mi je nawet jakoś sensownie opisać. Za dużo się działo bym mogła to sensownie ubrać w słowa. Ci co mnie bliżej znają wiedzą, że nie umiem tłumaczyć, bo albo jest "yyy eee a y" albo opis na kartkę A4 jednego zagadnienia. Ale pokrótce. Kupa śmiechu, przyjemna lekcja historii, porządna dawka motywacji i pozytywnej energii, tak to najlepiej określę. Zaczęło się jak zawsze na spotkaniach od początków twórczości autorskiej, stare dzieje i pierwsze książki, a skończyło na absurdach typu wiewiórka z Krainy Grzybów, która ma pojawić się w trzecim tomie "Komornika". ;'')
Nie wiem ile dokładnie było "Nas" na spotkaniu, ale wydaje mi się, że całkiem sporo (zwłaszcza, że trzeba było donieść "magiczne" krzesła ;'')). Do tej pory byłam na spotkaniach autorskich tylko na konwentach, większych lub mniejszych, więc zawsze było dużo ludzi. W ogóle ciekawa sytuacja, bo bałam się, że zle trafiłam, bo byłam pół godziny przed czasem. Ale na szczęście ktoś jeszcze potem doszedł, więc jednak się nie zgubiłam. ;')
("- Dzień dobry, ja na spotkanie z Michałem Gołkowskim. To ja.")

Zdjątko zapożyczone z Fb Gołkosia.
Może mnie nie zje. ;-;
Ale jest boskie. <3


Naprawdę podziwiam człowieka (i ja tu mówię poważnie!), bo po wyjściu ze spotkania bolał mnie brzuch i mięśnie twarzy od śmiania. Miałam tak dobry humor jak nigdy.
I wiecie co? On ma większy folder z memami ode mnie! To się nie godzi. :P
Ale podsumowując.
Na prawdę cieszę się, że udało mi się pójść na to spotkanie i jeśli tylko znowu będzie takowe to również pójdę.  I mam nadzieję, że już z większą ilością książek do podpisu. :P
Jeśli tylko będziecie mogli pójść na takie spotkanie - zróbcie to, bez wahania. Nawet jeśli jesteście osobami dopiero zaczynającymi z twórczością danego autora, tak jak po części ja. Uwierzcie mi, nie pożałujecie. Gorąco zachęcam. <3



#czytamcopolskie


Na koniec chciałam jeszcze przypomnieć, że nadal jeszcze trwają zgłoszenia do akcji książkowej mojej i Izy - #czytamcopolskie. Jest już trochę osób, zarówno zgłoszonych w postach, na mailu jak i na wydarzeniu, ale im nas więcej tym lepiej! Więc w imieniu swoim i Izy serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w akcji. :)
Więcej informacji o niej w tym poście: Klik!

I jeszcze taki mały smaczek na sam koniec - ja i moja nowa miłość. <3



12 komentarzy :

  1. Zafóna polecam całym sercem! Cieszę się, że nie tylko ja spędzam wakacje z książką. ,,Marsjanina" bardzo polecam, a film jest świetny. :)

    http://jakbyzesnu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy mi Zafona polecają, więc muszę muszę muuuuszę przeczytać! :D
      A "Marsjanin" jest przecudowny <3 <3 <3
      Filmu jeszcze nie oglądałam.

      Usuń
  2. Zazdroszczę spotkania z Gołkowskim. Szczecin pod względem spotkań autorskich jest poszkodowany - rzadko bywa tu ktoś bardziej znany. A znany twórca popkultury to niemal cud...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo twierdziłam o Lublinie. A jakoś ostatnio zaczęło coś się tu dziać. :P

      Usuń
  3. Widzę że nie tylko ja lubię spędzać wolny czas z książką .<3.
    fajnie piszesz dobrze sie to czyta.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! ^^
      Książka to najlepszy możliwy pożeracz czasu. :p
      <3

      Usuń
  4. Jestem pod wrażeniem tego wpisu. Poznajemy cząstkę Ciebie i to jest cudowne. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba! ^^
      Lubię czasem napisać taką luzna pogadanke, taką łatwą, prostą i przyjemną. :p

      Usuń
  5. "Hygge"! Bibliotekarki miały wyczucie, u nas zawsze dawali encyklopedie albo słowniki...
    Bałam się trochę, że świadectwo zniszczone, ale na szczęście nic się nie stało. Chyba "Hygge" miało na to jakiś wpływ, skoro to książka o szczęściu właśnie :P
    Pozdrawiam! Truskawkowy blog książkowy    

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, nasze bibliotekarki są na tyle fajne, ze na nagrody wybierają "normalne" książki, a nie słowniki. :p
      Na szczescie nie jest to świadectwo maturalne, więc nie jest tak źle. Jest tylko trochę wymiete i postrzepione.
      Hah, na pewno! :D

      Usuń
  6. Biedne mokre książki. </3
    Moje niosłam tego dnia zawinięte w podwójną siatkę, a i tak były lekko mokre przez ten deszcz :v
    Następnym razem idę z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedne </3
      Byłam święcie przekonana, że nic ich nie zmoczy. Ale mój sprzymierzeniec zdradził...
      Obowiązkowo!

      Usuń

Niesamowicie cieszą mnie Wasze komentarze, które mogę tu czytać. Więc śmiało, zostaw tu coś od siebie. ;)
Z chęcią odpiszę na każdą wiadomość~! <3

Ale jeśli masz pisać coś w stylu "Super blog, zapraszam do mnie (link)" to lepiej sobie odpuść.
Serio. To nie jest blog do reklamowania się.

Zamknieta w pozytywce © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka