33."Hel 3" - Jarosław Grzędowicz - Chyba się znowu zakochałam... Panie Grzędowicz, tak się nie robi!

Witajcie kochani~!

Zaczynamy recenzję pod hasłem #czytamcopolskie! Na pierwszy ogień (tak, mam więcej niż jedną polską książkę do recenzji! :D) idzie "Hel 3" Grzędowicza. W sumie trochę zabawnie, że jako organizatorka dodaję ten post tak pózno. A mogłam sobie go wcześniej napisać! No, ale wiecie, #ccp i "byznesy" z tym związane. :P
I wybaczcie, musiałam wpleść w tą recenzję piękne grafiki NASA. <3
Ale już bez zbędnego przedłużania.
Zapraszam~!

Tytuł oryginalny: "Hel 3"
Autor: Jarosław Grzędowicz
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 512
Okładka: zintegrowana

Wyzwanie biblioteczne: 14/30
Książka bierze udział w akcji #czytamcopolskie.


"Wyobraź sobie, że jest pierwiastek, który stanowi niewyczerpane źródło energii.
Dwa tiry tego surowca starczą, by zapewnić energię elektryczną dla USA na cały rok.
Jest tylko jeden problem… Złoża znajdują się na Księżycu.

Rok 2058. 
Zdehumanizowany świat, gdzie omnifony zastąpiły więzi społeczne, filmiki z MegaNetu wyparły media i kulturę, a iwenciarze stali się bogami informacji.
Świat, gdzie koncerny i rządy podzieliły się władzą w hodowaniu miliardów bezrefleksyjnych konsumentów, staje na krawędzi konfliktu.

Norbert, iwenciarz z zasadami, wierzy, że mocna i odpowiednio podana informacja może wstrząsnąć i obudzić społeczeństwo. Tylko czy jednostka rzucona między stalowe walce systemów jest w stanie przeżyć dostatecznie długo, by coś zmienić?"





Kilka cytatów:


"Gdzie jest ta granica? Kiedy należy odłożyć kamerę i sięgnąć po karabin? Pokazać światu historię czy wziąć w niej udział?"

"W dzisiejszych czasach polityka to jest to, co pan je, styl życia, bezpieczeństwo, pogoda nad pańską głową, zdrowie, pańskie pieniądze."

"Coś się szykowało na mieście.
Podobno. 
Siedział w podcieniu (...) i czekał, aż w tłoczącym się na uliczkach tłumie ktoś zrobi coś szalonego. Albo przerażającego. Albo w ogóle godnego uwagi. Cokolwiek.
Niech ktoś wysadzi się w powietrze, odbędzie pojedynek na miecze, albo przynajmniej załaduje dwukółkę tak, by uniosła osła na dyszlu.
Cokolwiek, co na chwilę przyciągnie uwagę otępiałych i na wpół zahipnotyzowanych pożeraczy MegaNetu i zapewni mu 5K wejść. Po przekroczeniu tej magicznej granicy ockną się śledzące programy sponsorów i na jego wyschnięte konto zacznie ciurkać strumyczek eurosów."

"Gniewny radiowiec z bazy Ilmukah, pieszczotliwie zwany "DJ Momo", zamilkł zupełnie i nie dało się ustalić, czy przeżywa rozczarowanie klęską autodrona, czy znudził się bezskutecznym straszeniem wyśmiewających go ludzi czy też, jak twierdził Marker, "z wrażenia pękła mu żyłka pierdząca w mózgu i odwalił kitę"."

"Jeśli politycy zmieniają priorytety, żołnierze zostają poświęceni."

"Norbert po prostu przywykł, że w wojsku nic nie odbywało się w normalnych porach, na przykład w południe albo "po śniadaniu". Po prostu nie. Musiało być ciemno, zimno, daleko od domu i koniecznie należało przy tym zasypiać na stojąco." 

"Były koszulki z rozmaitymi napisami, takie jak widziane w Karpatach NIGHT SHIFT #3, oraz idiotyczne breloczki w kształcie przypominającym miniaturowy otwarty hełm od LMU, zaopatrzony w maleńkie dłonie i buty, którego wnętrze wypełniała przezroczysta kulka z nadrukowanymi oczkami, wypełniona w połowie białą cieczą, a w połowie czerwoną. Drobniutki napis na hełmie głosił: „Poland can into space”. 
Taki lokalny patriotyzm."

"– U was doskonały majonez – powiedział z rozmarzeniem Kurganow. – Wyborny. My jesteśmy na punkcie majonezu zwariowani. Jemy do wszystkiego. Co przyleci z Ziemi, kończy się w tydzień, nastarczyć nie mogą. Musimy racjonować. Wiedzieliście, że to u nas go wynaleziono?
Norbert w swojej kajucie pokręcił tylko głową. Mayonnaise to przecież takie rosyjskie słowo."

"Prawdę mówiąc, Norbert nie wierzył w prawdopodobieństwo. Bo jakie miał szanse znaleźć się w tym miejscu, co teraz? Tak z ręką na sercu?"


***


Norbert jest wolnym dziennikarzem, jeśli można to tak ująć. Fakt, na rok 2058 nie istnieje już taki zawód, zastąpiło go tzw. iwenciarstwo. Mężczyzna zarabia na życie nagrywając i wpuszczając do sieci MegaNetu filmiki z wydarzeń, które mogłyby zainteresować szerszą publikę. Każde tysiące wyświetleń to gotówka w jego kieszeni, więc muszą być to duże wydarzenia. Praca ta łatwa nie jest, trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte, wiedzieć gdzie i kiedy coś się dzieje oraz czy jest to warte nagrywania. A gdy coś się dzieje - interesują się tym większe media, które będą chciały zapłacić za dobry materiał. Światem rządzi MegaNet - bezgłowa, miliardooka Bestia, którą trzeba karmić by była zadowolona, jak to ujmuje Norbert. Wszystko kręci się wokół sieci - każdy ma rodzaj telefonu-komputera, zwanego omnifonem. W tych czasach brak omnifona lub dostępu do sieci to prawie nieistnienie (o czym dowiaduje się nasz bohater na prawie samym początku!). Świat funkcjonuje tu w nieco inny sposób. Ludzie tak zżyli się z technologią, że nie potrafią bez niej żyć. Nie będzie wielkim spoilerem jeśli powiem, że Norbert w pewnym momencie ląduje na lotnisku bez swojego omnifona i widzi "wariatów" machających dziwnie rękami, biegających w miejscu itp. Są oni po prostu połączeni z MegaNetem i coś w nim robią, ale dopiero bez sieci Norbert dostrzega jak to wygląda. Komputery na tyle kontrolują ludzkie życie, że jeśli miałbyś ochotę zjeść np. tabliczkę ulubionej czekolady czy kilka ciasteczek to musisz najpierw "spytać się" go czy możesz, bo może już przekroczyłeś swój dzienny przydział cukru. I to nie żart. Reklamy zdrowej żywności są wszędzie, a dobra, wędzona wędlinka nielegalna. Powtarzam, to nie jest żart.



Przejdzmy może do samych odczuć o książce. Ale od początku.
Pewnego razu idąc do szkolnej biblioteki oddać książki jak zawsze rzuciłam okiem na półkę z fantastyką. Mym oczom ukazał się piękny widok - na starcie innych pozycji leżał świeżo oprawiony "Hel 3". Moja reakcja była natychmiastowa, jak się pewnie domyślacie (biorebiorebiore :P).
Ogólnie czytało mi się ją bardzo dobrze i lekko, mimo nie tak łatwego tematu. Uwielbiam pióro Grzędowicza, po sadze "Pana Lodowego Ogrodu" jestem wręcz nim zauroczona (oj, "Księgo jesiennych demonów", czekaj na mnie :P). Więc tą pozycję czytało mi się równie szybko i równie dobrze. Fabuła wciągnęła mnie do reszty, mimo że spodziewałam się czegoś totalnie innego.
Czego?
A no typowego sci-fi, z eksploracją kosmosu, statkami kosmicznymi, wysoko rozwiniętą technologią, kosmitami itp. No, może ciut przesadzam, ale chociaż Księżyc był, a to już coś. :P
Pierwsza część książki opisuje typowe życie iwenciarza  i stwierdzenie "gdzie diabeł nie może tam Norberta pośle". Naprawdę, on wszędzie się wciśnie by nakręcić dobry iwent. Druga natomiast skupia się na tej bardziej "księżycowej" części. Mamy między nimi płynne przejście, więc nie trzeba obawiać się, że będzie to "chamsko ucięte" - są przygotowania, przecudne opisy i sporo nowości. Spotkałam się z wieloma negatywnymi opiniami na temat tego podziału, że wygląda jakby "autor miał pomysł na część książki, a potem pisał na szybko, byle skończyć". Nie zgodzę się z tym, według mnie jest to dobrze rozplanowane i podział na te "dwa światy" jest jak najbardziej wskazany i ciekawy.
Kto twierdzi, że to słaba książka - niech powie. Zrozumiem to, bo nie wszyscy się jej taką jaką jest spodziewali, część się zawiodła ect. Ale jeśli mam być szczera - mi się to po prostu podobało. I tyle mi wystarczy do pozytywnej opinii.
Zakończenie nieuzasadnione i nie pasujące?
Mnie wgniotło w siedzenie autobusu, a słuchawki z "Believer" w tle wypadły mi z uszu. Siedziałam z otwartą buzią nie wiedząc co się właśnie stało. Nie spodziewałam się go i mnie zaskoczyło. I według mnie dobrze. Chwilami miałam takie "a jakby było inaczej?", ale to tylko plus, bo człowiek się zastanawia jak do tego wszystkiego doszło.
I wiecie co? Wcześniej, czytając tę książkę, dawałam jej 7,5-8, ale to właśnie zakończenie, ten szok po skończeniu książki zadecydował o ocenie.
Mimo bardzo podzielonych opinii i obozów "Kocham lub nienawidzę" ja staję po stronie "Kocham". :)



Wady i zalety:

Wady:
- okładka i opis mogą zmylić - nie jest to czyste sci-fi w kosmosie na jakie wygląda
- fachowe słownictwo może przestraszyć niektórych czytelników
- w pewnym momencie akcja zwalnia - może to niektórych znudzić

Zalety:
- spora ilość naukowych faktów i zwrotów
- zwalające z nóg zakończenie
- ilustracje i piękne wydanie
- akcja od początku wciąga w wir zdarzeń
- świat przedstawiony z innego punktu widzenia - "Żywej kamery"



Podsumowując.
Już minęło trochę od przeczytania tej książki, więc więcej zaczęłam w niej widzieć, nawet jakieś niewielkie wady. Ale nie zmienia to faktu, że z początku byłam zauroczona i przy tym pozostanę. Czytając bawiłam się świetnie, mimo że liczyłam na coś ciut innego. Ale decyzji nie zmieniam, znowu nie zawiodłam się na Grzędowiczu, po prostu lubię jego pióro. :)
Pozycja obowiązkowa dla fanów autora i gatunku. Polecam szczególnie jeśli ktoś lubi nietypowe podejście do przyszłości, bo według mnie takie ono jest - wyróżniające się. Czytałam opinie o tym, że jest rozczarowująca i przewidywalna - jak kto uważa. Według mnie - coś innego i ciekawego. :)

Moja ocena:
9/10




A gdybyś mógł usłyszeć książki śpiew...
Czyli piosenka, która przyszła mi na myśl.


(Tak, seria Mass Effect. Moja miłość ostatnio. ;''))

A tu macie jeszcze promo. ^^



16 komentarzy :

  1. Jedna z książek, które planuję przeczytać w wakacje. Mam nadzieję, że nie mi się uda, zwłaszcza, że czeka już na czytniku ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka wydaje mi się w podobie do Marsjanina. I jestem jej ciekawa.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :D
    https://gosiaandbook.blogspot.com/2017/07/wywiad-z-hersiak.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam Marsjanina (KOCHAMKOCHAMKOCHAM, recka już niedługo :P), ale mimo że brzmi podobnie to jednak są to dwie różne rzeczy. Bo tu mamy podział na te "dwa światy", a Marsjanin skupia się głównie na elemencie kosmosu. Ale i jedno i drugie serdecznie polecam. <3

      Usuń
  3. Ksiązka brzmi obiecujaco oby taka była. My bedziemy czekac na jej recenzje od Cb.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kusisz z tym Grzędowiczem normalnie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem. ^^
      Bo go kocham, kocham, kocham! <3

      Usuń
  5. Wygląda ciekawie! Może sięgnę do niej jak skończę obecny stosik książek do przeczytania :)

    Mam nadzieję, że wpadniesz również do mnie!
    spiked-soul.blogspot.com

    POLUB SPIKED SOUL NA FACEBOOKU


    Elwira Charmuszko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej polecam sięgnąć! ^^

      Usuń
  6. Nie miałam okazji zapoznać się z autorem, ale gdy będę miała ochotę na coś z tego gatunku to po niego sięgnę, bo jestem bardzo ciekawa, chociaż nie czytam praktycznie żadnych sci-fi.
    Pozdrawiam cieplutko i ściskam :*
    M.
    martynapiorowieczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autora szczerze polecam, tak samo to sci-fi, bo nie jest typowe dla swojego gatunku. ^^

      Usuń
  7. Jestem ogromną fanką Grzędowicza od jakichś, ilu? Pięciu lat? I z niecierpliwością już od dłuższego czasu czekałam na jego kolejną książkę. Hel nie zauroczył mnie co prawda tak, jak Pan Lodowego Ogrodu, a nawet troszkę poczułam się zawiedziona - mimo to jest to naprawdę kawał dobrej prozy, choć ciężko spojrzeć na nią obiektywnie przez pryzmat innych genialnych książek autora.
    duch lasu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu przyznam Ci rację - jak byłam oczarowana PLO to to było faktycznie gorsze. Może jakby czytać najpierw Hel, a potem PLO to byłoby inne wrażenie. Ale ja chyba już po prostu jestem zakochana w piórze Grzędowicza. :')

      Usuń

Niesamowicie cieszą mnie Wasze komentarze, które mogę tu czytać. Więc śmiało, zostaw tu coś od siebie. ;)
Z chęcią odpiszę na każdą wiadomość~! <3

Ale jeśli masz pisać coś w stylu "Super blog, zapraszam do mnie (link)" to lepiej sobie odpuść.
Serio. To nie jest blog do reklamowania się.

Zamknieta w pozytywce © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka