19. "Pan Lodowego Ogrodu: Tom II" - Jarosław Grzędowicz - Wojna to triumf konieczności.

Witajcie moi kochani~! ^^

Wybaczcie, że na moje recenzje trzeba czekać ostatnio tak długo. Niestety, szkoła daje niezle popalić. Masowe zarzucanie mnie kartkówkami i sprawdzianami, zwłaszcza z przedmiotów rozszerzonych to nowe hobby nauczycieli.
Mimo że tę książkę przeczytałam już prawie tydzień temu to dopiero teraz udaje mi się wstawić recenzję, a jestem już w połowie kolejnego tomu. Staram się jak mogę, ale przedmioty rozszerzone dają po kościach i niestety czytanie musi odejść na nieco dalszy plan. A niedługo jeszcze szykują mi się lektury! :C
No, ale nic, muszę dać radę!
Na wstępie informuję też, że recenzja będzie zawierać dużo spoilerów do części pierwszej PLO. Więc jeśli ktoś nie czytał pierwszego tomu, a ma zamiar czytać, jest w trakcie czytania czy też nie lubi spoilerów to niech nie czyta tej recenzji.


Tytuł polski: "Pan Lodowego Ogrodu: Tom II"
Autor: Jarosław Grzędowicz
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 638
Rok wydania: 2007
Okładka: miękka

Wyzwanie biblioteczne:
2/30


"Pan z Wami! Jako i ogród jego! Wstąpiwszy, porzućcie nadzieję. Oślepną monitory, ogłuchną komunikatory, zamilknie broń. Tu włada magia.

Mówią, że zimna mgła żyje. Inni uważają, że to oddech bogów albo brama zaświatów. Była zawsze i zawsze będzie


Midgaard. Planeta, gdzie nas, ludzi, postrzega się jako istoty o rybich oczach. Gdzie trwa wojna bogów, a samozwańczy demiurgowie hodują okrucieństwo kwitnące w mroku zła. Gdzie więdną najnowsze ziemskie technologie, a człowiek stawić musi czoła swoim koszmarom. I zostaje zupełnie sam..."


Kilka cytatów:


"- Wychodzę - oznajmiam. - W razie czego wiecie, gdzie rosnę. Jestem zajęty, muszę zrzucić liście. Jesień, rozumiecie. Pełne gałęzie roboty."

"Śniadanie, chłopcze. Ten prosty, poranny posiłek, po którym rozpoznaje się, czy znalazłeś się wśród ludzi cywilizowanych, czy barbarzyńców. Czy trafiłeś dobrze, czy źle. Jeżeli gdzieś nie jadają śniadania w ogóle albo dojadają resztki z kolacji, nie jest dobrze. Jeśli zaś gdzieś nie wolno czegoś spożywać lub robić różnych codziennych rzeczy, to trafiłeś pod rządy tyranów i w tym zorientujesz się właśnie już przy śniadaniu. Jeśli bogowie lub królowie wtrącają się nawet do tego, czym prosty człowiek krzepi się o poranku, to niechybnie wtrącają się do wszystkiego i ciężko będzie żyć w takim miejscu. Moja rada: najpierw przyjrzyj się śniadaniu, gdy znajdziesz się w obcych ziemiach i między obcymi. Jeśli można tam godnie zjeść, wypić czarkę naparu i zapalić fajeczkę bakhunu, trafiłeś między dobrych ludzi. Jeśli nikt się nie zdziwi, gdy po śniadaniu do fajeczki weźmiesz szklaneczkę korzennego piwa lub ambriji, jesteś między ludźmi zacnymi i wolnymi. Jeżeli nawet tego nie wolno, lepiej uciekaj, jeśli tylko zdołasz. To znaczy, że nie wolno też mówić albo myśleć. Tyle mamy wolności, ile dotyczy nas samych. Kiedy i tę nam odbiorą, zmienią wkrótce w zwierzęta."

"- Łapy przy sobie, wieśniaku! Możesz patrzeć, ale nie dotykaj. A jeśli mnie nie chcesz, to po co mnie wywołałeś?! - To ostatnie zdanie już wykrzyczała, po czym zaczęła płakać. - Powiedziałeś do mnie ścieerwoo...! I jeszcze, żebym zrobiła łosioowi... - Zaniosła się szlochem.
Drakkainen patrzył na to obojętnie, z zupełnie nieruchomą twarzą.
- Ty jesteś Cyfral - powiedział martwym głosem i po raz trzeci w życiu - zemdlał."

"Spokojnie wstali i wyszli, zabierając bydło i trzodę, oraz muchy i pszczoły, ewentualnie bardzo troskliwie i bez gwałtu porwało ich UFO. Co ja gadam, to ja tutaj jestem UFO."

"Dobra. Ogień to ogień. Przy ogniu można się ogrzać. Ogień jest dobry. Należy zacząć od ciepła. Inaczej cały ten kretyński cud elektrycznego wskrzeszenia zostanie zmarnowany przez prosty przypadek hipotermii."

"– Napatrzyłeś się? Może zatańczyć przy gałązce?
– Urośnij, mniej więcej pięciokrotnie, to znajdę dla ciebie zastosowanie. Rozumiem, moja podświadomość daje mi do zrozumienia, że jestem emocjonalnie niedojrzały. Dorosły, odpowiedzialny mężczyzna nie przystępuje do tajnego programu i nie opuszcza orbity Ziemi. Zresztą sugerowano mi to przez całe życie. Syndrom Piotrusia Pana i tak dalej. Stąd ten Dzwoneczek. Spie*dalaj, Dzwoneczku. Powiedz Kapitanowi, żeby się podtarł hakiem. Dobranoc."

"- Pomóż wsadzić ich na wóz - syknął. - Szybko! Zaraz ktoś nadejdzie. Zawsze tak jest. Kiedy kogoś potrzebujesz, to jakby wymarli. A kiedy nie trzeba, ciągną jak na wesele."

"Kiedy byle idiota może wziąć broń zdolną powalić każdego, wkrótce światem zaczynają rządzić głupcy."

"Oto ja. Władca Tygrysiego Tronu, Płomienisty Sztandar, Pan Światła i Pierwszy Jeździec, Trzymający lejce, wędrujący obok wozu z łysą pokaleczona głową, pryszczaty z Kysaldym, adept Podziemnej Matki. Cofnięty umysłowo niemowa. To ja."

"Żywy trup, który nie ma pojęcia, że chodzi po ziemi tylko z powodu chwilowych problemów technicznych. Chodzące zwłoki z wyrokiem w odroczeniu na karku. Złodziej, który ośmielił się okraść Drzewo."

"- Brraak! - rozdarł sie Nevermore. - Nie ma urrok! Upiory zabrały! Poszły! Do Ciernia! Do Węży! Braak! Nie ma mgłaa! Nie ma opaar!
- Jasne - rzucił Drakkainen. - Brawo. Jeszcześ się w życiu tyle nie nagadał."

"Logika ma zostać. Smoków nie ma. I tak ma być.
(...)
Przelatuje cztery, może pięć metrów, po czym z szumem wali się w skały i piarg dna doliny. Słyszę łomot, czuję drgnięcie ziemi, pomiędzy skałami wzbija się kłąb dymu.
Fizyka - jeden, magiczne idiotyzmy - zero."

"Ostatnie, co pamiętał przed wieczną deszczową nocą, to śnieg, ból i zamazany, nieprzytomny widok łucznika stojącego w drzwiach strażnicy z napiętą cięciwą. Następnym obrazem, według jego wiedzy, powinny być napisy końcowe bądź bramy raju."

"- Przecież jesteś Czyniącym. Napełnij go, nie ruszając się z miejsca. Stój tam gdzie stoisz, i spraw, by skopek się napełnił.(...)

Drakkainen wstał i patrzą tamtemu w oczy, powoli rozsznurował portki. Bodswif otworzył lekko usta w osłupieniu, a Vuko, nie ruszając się z miejsca, sprawił, by skopek się napełnił, i zasznurował spodnie."




Całej historii z pierwszego tomu nie będę już przytaczać, serdecznie zapraszam do jego recenzji. *klik!*

Jeszcze raz ostrzegam przed spoilerami!

"Planeta Midgaard. Główny bohater Vuko Drakkainen zostaje wysłany tu, by sprowadzić na ziemię grupę naukowców. Na miejscu okazuje się, że jeden z zaginionych, Pier van Dyken, nauczył się władać pierścieniami i zmienia planetę według swoich kaprysów... Na domiar złego Vuko przegrał pierwsze starcie z Pierem i został zamieniony w drzewo. Po uwolnieniu się nie jest już tym samym człowiekiem. Poprzysiągł sobie jednak, że zgładzi tego, kto mu to zrobił...
Tymczasem młody cesarz Filar podróżuje z Brusem po ziemiach zniszczonych przez wojnę. Na swojej drodze spotyka kobietę z... przeszłości."
Tak historia przedstawia się z typowych książkowych opisów.

Pod koniec pierwszego tomu Grzędowicz zostawia nas (akurat mnie) z rozdartym sercem, zwłaszcza ze strony Vuko. Drakkainen jest w naprawdę złej sytuacji. Gorzej niż złej. Jest walonym drzewem. Przyznam szczerze, że po skończeniu pierwszego tomu moje serce było rozerwane na milion małych kawałeczków. Czym prędzej leciałam do biblioteki po kolejną część PLO, bo musiałam wiedzieć co się z nim stanie. MUSIAŁAM.

Oba wątki, Vuko i Filara, są kontynuowane i nadal niezależne. Vuko jako obcy na planecie Midgard i Filar jako rodowity mieszkaniec. Czyli mamy znowu kilka perspektyw - ponownie trzy. Pierwszoosobowa z Vuko w roli głównej, pierwszoosobową Filara i trzecioosobową z perspektywy Cyfral, która jest tym razem czymś więcej niż grzybem w mózgu Vuko.
Ale przejdzmy do obu historii.

Vuko, ku mojej uciesze, w cudowny sposób uwalnia się z postaci drzewa. Jednak ku swemu przerażeniu odkrywa, że został przez to pozbawiony bardzo cennej dla niego rzeczy - Cyfrala. Grzyb po prostu wyparował. Nie ma super siły, nie ma przyspieszenia, nie ma adrenaliny, nie ma widzenia w ciemności i podczerwieni. NIE MA. Ale to nie zniechęca go, dalej dąży do obranego sobie celu - zemszczenia się na Van Dykenie, który zmienił go w drzewo.
Wątek walki z Van Dykenem minimalnie traci swój charakter, głównie przez sporą zaletę jaką w pierwszym tomie jest możliwość poznania otoczenia z perspektywy Vuko za pośrednictwem Cyfrala. Był to świetny zabieg, interesujący dla czytelnika. Niestety, nie doświadczymy już takich niespodzianek jak w pierwszym tomie sagi. Trochę żałuję, bo lubiłam te sceny rodem z "Metal Gear Rising: Revengeance", gdzie smukłym japońskim mieczem tnie się wszystko na drobne kawałeczki w filmowym zwolnionym tempie. ;)

Tu właśnie historia Filara, syna dawnego cesarza, nabiera tempa. Wędrówka przez własny, splądrowany przez fanatycznych wyznawców kultu Pramatki kraj nie jest już monotonna i nudna. Wręcz kprzeciwnie. To ona wysuwa się tu na pierwszy plan. Wątek zostaje rozwinięty, jego ucieczka nie jest już do końca ucieczką. Jest misją wyznaczoną przez ostatnią wolę jego ojca. Do tego dochodzi wątek Brusa - towarzysza Filara, historia związana z dawną kochanką Filara - Mirah.
W pierwszym tomie mogło się wydawać, że ta historia jest historią poboczną, dodatkiem do przygód Vuko. W tomie drugim obie opowieści stają na tym samym poziomie - są równie ciekawe. Lecz na razie są to dwa różne wątki, które (jak mam nadzieję) w końcu spotkają się we wspólnym punkcie.

W końcu też zostaje nam uchylony rąbek tajemnicy jaką jest tytuł serii. "Pan Lodowego Ogrodu". W pierwszym tomie nie było wzmianki ani o osobie, która mogłaby być tym "panem" ani samego Lodowego Ogrodu. Drugi tom uchyla nieco tajemnicy tytułu, jeszcze bardziej rozbudzając ciekawość czytelnika.

Nie wiem czy wiecie, ale na drugi tom czytelnicy Grzędowicza musieli czekać ponad dwa lata. Dwa lata by poznać dalsze losy Vuko i Filara. By dowiedzieć się czy Vuko wyjdzie z fatalnej opresji, czy Filar poradzi sobie na obcym terenie i odzyska kraj. Dwa lata. To dużo, bardzo dużo.
Ale, według mnie, warto było tyle czekać.
Grzędowicz wynagrodził mozolne czekanie czymś naprawdę świetnym. Sam sobie pierwszym tomem postawił wysoko poprzeczkę i rozbudził ciekawość czytelników. I szczerze mogę przyznać, że nie zawiódł. Czekanie zostało sowicie wynagrodzone, 100 stron więcej niż poprzedni tom. Drugi tom trzyma poziom, ciężko się od niego oderwać. Cytując:

"To irytujące, kiedy coś odrywa Cię od lektury dobrej książki, prawda? Zawsze, kiedy musiałem przerywać lekturę PLO, byłem wściekły. To świetna powieść."
Tomasz Kołodziejczak, autor Dominium Solarnego

W 100% zgadzam się z tym cytatem! Nie cierpię, gdy ktoś przerywa mi tak świetną lekturę, taką jak PLO.

Cieszę się, że należę do osób, które od razu mogą sięgnąć po trzeci tom. Bo przyznam szczerze, ciężko byłoby mi powstrzymać ciekawość przed kolejną częścią!
Chyba moja ulubiona ilustracja. :)

Wady i zalety:

Wady:

- akcja momentami drastycznie zwalnia
- momentami postać Cyfral jest praktycznie nieistotna
- dominację przejmuje średniowieczne fantasy, sci-fi odchodzi na dalszy plan
- czasami wulgarny język (dla mnie +, bo klimat)

Zalety:
- ciekawie przedstawiona postać Cyfral
- lepiej rozwinięta historia Filara i w tym ciekawa postać Brusa
- świetnie pokazana różnica między Kirenenami a Amitrajami - kulturowa jak i religijna
- narracja z kilku perspektyw - Vuko, Filara i Cyfral
- klimatyczne ilustracje dopełniające całość książki
- specyficzny humor PLO

Podsumowując.
Według mnie drugi tom PLO jest świetną kontynuacją poprzedniczki, może ciut gorszą, ale nadal podtrzymującą specyficzny klimat PLO. Nie zmieniam zdania, nadal twierdzę, że jest to świetna powieść i kwiat polskiej fantastyki. Jak najbardziej polecam.


Moja ocena:
10/10

Arcydzieło, jak coś takiego powstało?


A gdybyś mógł usłyszeć książki śpiew...
Czyli piosenka, która przyszła mi na myśl.




21 komentarzy :

  1. To spowalnianie chwilami mnie denerwowało, bo się nudziłam, ale i tak bardzo miło wspominam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, czasami było to męczące. Ale całokształt książki wynagradza te małe niedogodności. ;)

      Usuń
  2. Ja teraz bardzo rzadko czytam, bo szkoła i obowiązki. Co do braku czasu, idealnie Cię rozumiem. Ale grunt, to robić to, co się lubi i nie przestawać mimo wszystko ;) dobra recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, szkoła zabija czytelnictwo. :C
      Właśnie! Dlatego trzeba próbować mimo trudności, zawsze znajdzie się chociaż minutkę. C:

      Usuń
  3. Znam Twój ból. Szkolne obowiązki faktycznie dużo utrudniają. Ale nie ma co się łamać. Wszystko zaczyna się w głowie więc pozytywne myślenie to podstawa. :) Uśmiechnij się ! ;) Co do książek to ja jestem dosłownie molem książkowym.
    Notka dość konkretna i ciekawa. Bardzo ładny look bloga c;
    Zapraszam do mnie:
    http://bylasobiepanda.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się myśleć pozytywnie i nie łamać, mimo że jest dość ciężko, ze szkołą łatwo nie jest. Ale trzeba się podnieść i iść dalej. :)
      Mole książkowe rządzą. <3
      Dziękuję. c:
      Cieszę się, że się podoba! (>////<)

      Usuń
  4. Bardzo ciekawie napisane! :) Ja przez szkołę nie mam kiedy czytać :/
    http://justynaksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba! ^^
      Niestety, szkoła zabija czytelnictwo. :C

      Usuń
  5. Strasznie dużo cytatów jak na recenzje :P Ale te grafiki sa po prostu swietne! Moglabym tylko dla nich siegnac po ksiazke ktora mnie nie zacheca jakos specjalie :(

    Pozdrawiam i zapraszam
    Zaczytana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, uwielbiam cytaty z PLO. :P
      Właśnie wiem *^*
      Cudne są <3
      To nie bajka dla każdego, każdy ma inny gust. ;)

      Usuń
  6. Szkoła? Kartkówki? Brak czasu na pisanie postów! Witam Cię bratnia duszo! Nie ma przecież sensu pisanie pomiędzy posiłkiem, a nauką, bo efekty nie są powiedzmy delikatnie - powalające
    Pozdrawiam!
    ksiazkadoplecaka.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoła? Kartkówki? Brak czasu na pisanie postów! Witam Cię bratnia duszo! Nie ma przecież sensu pisanie pomiędzy posiłkiem, a nauką, bo efekty nie są powiedzmy delikatnie - powalające
    Pozdrawiam!
    ksiazkadoplecaka.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. </3
      Czyli nie tylko ja cierpię na brak życia przez szkołę. :)

      Usuń
  8. Wybralas chyba najlepsze cytaty :p pozdrawiam zuzik-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję. :P
      Starałam się wybrać te najciekawsze. I oczywiście najśmieszniejsze. :D

      Usuń
  9. "Jest walonym drzewem" <3 To zdanie mnie rozwaliło, idealnie opisuje to, co czułam po skończeniu pierwszej części. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No taka prawda. Dżewo i jusz. XD

      Usuń
    2. Nie wiem jak Grzędowicz na to wpadł, ale to było cudowne.

      Usuń
    3. Może miał dżewo za oknem i go wkurzało?

      Usuń

Niesamowicie cieszą mnie Wasze komentarze, które mogę tu czytać. Więc śmiało, zostaw tu coś od siebie. ;)
Z chęcią odpiszę na każdą wiadomość~! <3

Ale jeśli masz pisać coś w stylu "Super blog, zapraszam do mnie (link)" to lepiej sobie odpuść.
Serio. To nie jest blog do reklamowania się.

Zamknieta w pozytywce © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka