Jestem hejterem! Book Tag

Witajcie kochani!

Każdy sobie lubi czasem ponarzekać, prawda? Dziś to ja będę wyjątkowo narzekać - o dziwo na książki. A dlaczego to? Bo zostałam nominowana do Jestem hejterem! Book Tag, a krzywdę tę wyrządziła mi Izz z bloga Heavy Books. Dzięki Izzy, dzięki tobie mam dodatkowy post do puli i tak 19 czekających aż je skończę. :v

No, ale narzekanie zostawiamy na tag. Nie zdziwcie się jak pozycje będą się powtarzać, jak jęczeć na nie to po całości. :P

.~* *~.

1. Co ja czytam?! Książka z błędami logicznymi.


Od razu jedziemy z kopyta, czyli "uwielbiane" przeze mnie "Gryz małą, gryz". Dla mnie cała ta książka jest jednym wielkim błędem logicznym. Ja nie potrafiłam jej przeczytać, nic z niej nie rozumiałam. Tam jest jakaś fabuła? Cokolwiek trzyma się tam przysłowiowej kupy? Logiko?


Okładka książki Gryź, mała, gryź

Kolejnym jednym wielkim błędem logicznym jest "Proroctwo dni". Tak, ja naprawdę tego nie toleruję. Cytując: "Bo w 3 dni polecisz do San Francisco, zdążysz ukraść walizkę ze wszystkimi planami "tych złych" z ich jakiejś bazy, uciekać w "epickim" pościgu taksówką przez pół miasta, polecieć na Wyspę Wielkanocną, urządzić międzynarodową konferencję używając telefonu satelitarnego, która zrzesza tysiące nastolatków, do tego wpakować się w kłopoty i uciekać przed "tymi złymi" jakimś pseudohelikopterem, tak.". Nieletnia, a lata gdzie jej się podoba, ojciec jakieś haker, no wybornie. Logika? A po co to komu?

Okładka książki Proroctwo dni. Księga pierwsza: Grimoire strażnika dni

2. A ten/ta tu czego?! Książka z irytującym głównym bohaterem.


Tutaj ląduje moja dwójka "faworytów" + jeszcze jedna pozycja. 
Na pierwszy ogień leci "Proroctwo dni". Tak irytującej bohaterki to jeszcze nie spotkałam. Aż zacytuję siebie z recenzji.
"Główna bohaterka - działa na nerwy swoim sposobem bycia. Uuuu, tajemnice i zagadki? Dobra, wklepię to w Google i coś znajdzie... OMÓJBOŻE, CZY TO ALEX?! GDZIE ON POSZEDŁ?! JA MUSZĘ PATRZEĆ NA JEGO ŚLICZNĄ BUZIĘ.
Postacie sztywne jak kij od szczotki włożony w miejsce, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę." 
"Sposób mówienia głównej bohaterki - wiem, że jest młodą nastolatką, ale czasem zachowuje się jak dziecko, a czasem można ją tolerować i nawet zrozumieć."
Ja chyba nie muszę więcej mówić.

Okładka książki Proroctwo dni. Księga pierwsza: Grimoire strażnika dni

Dalej mamy "przewspaniałe" "Gryz mała, gryz". Błagam, nie każcie mi do tego wracać. Myślałam, że to ja jestem jakaś dziwna. Nie, powiedzcie to głównej bohaterce tej książki. Staram się nie patrzeć przez pryzmat stereotypów czy czegoś w tym rodzaju, ale ona jest taką typową pustą lalunią, do tego wampir. Nie obrażając oczywiście wampirów (przepraszam Regisie, ja nadal cię kocham). Teksy na poziomie stereotypowego gimnazjum, mówienie jakimiś dziwnymi skrótami, a jeśli jest coś takiego jak język potoczny z języka potocznego to ona się nim posługuje. Blehp, zabierzcie to ode mnie.

 Okładka książki Gryź, mała, gryź

Na koniec zostawiam "Igrzyska śmierci" i Katniss. Teraz wszyscy możecie mnie zjeść. Tak, nie bardzo ją lubiłam. Była irytująca, zapatrzona w siebie i dramatyzująca. Wszystko było na "ja". Według mnie. Irytowała mnie przez całą trylogię i może dlatego nie pałam do niej miłością.

Okładka książki Igrzyska śmierci

3. Graformania. Powieść z denerwującym stylem autora: denne dialogi, nudne opisy lub po prostu słaby warsztat.


Trzeci raz pod rząd nie będę już podawać "Gryz mała, gryz" i "Proroctwa dni", bo już wszyscy chyba zauważyli, że to kilogram błota. :P

Choć kusi, kusi, bo dialogi to tragedia, opisu tam nie uświadczysz, a o warsztacie nie rozmawiajmy. Ale chyba nie przychodzi mi inny przykład niż to.

4. No i po co to było? Drugi tom, który nie dorównał pierwszemu.


Już wcześniej wymieniane przeze mnie "Igrzyska śmierci" będą tego dobry przykładem. Jak pierwszy tom był całkiem spoko dla mnie to już kolejne były dla mnie strasznie naciągane. Fakt, przeczytałam je. Ale jakoś nie czuję się przez to lepiej. I przyznam, że przez to właśnie nie obejrzałam filmowej adaptacji, bo się zniechęciłam.



Kolejną taką serią będzie "Stare królestwo" Nixa. Może mało z Was tą pozycję kojarzy, choć kilka razy o niej wspominałam w różnych tagach. Jeśli mam być szczera - pierwszą część uwielbiam, wręcz kocham. Mam zamiar przeczytać po raz drugi, nawet już gdzieś sobie e-book znalazłam. Dzięki "Sabriel" zaczęłam fascynować się tematem nekromancji i nekromantów w książkach. Do tego uwielbiałam pióro Nixa też z innych jego powieści. Ale "Lirael" i "Abhorsen" nie miały już "tego czegoś" co tak fascynowało mnie w części pierwszej. Nadal i tak twierdzę, że jest to jedna z moich ulubionych serii. Niestety nie miałam okazji przeczytać sequela "Clariel" i jeszcze jednaj pozycji, której tytułu niestety nie pamiętam.



5. Schowaj ten czerwony dywan! Książka niezasłużenie popularna.


Jeśli mam być szczera - ciężko mi odpowiedzieć, bo nie czytam tych nowych książek, które są aktualnie "na topie". Ale pamiętam jak właśnie "Igrzyska" były tak hucznie rozsławiane, przez co jak sięgnęłam po nie (dzięki Rafale za pożyczenie!) to mocno się zawiodłam. Miałam uczucie jednego wielkiego "Meeeeh". Dla mnie szału wielkiego nie ma. Fakt, pomysł oryginalny. Ale reszta - meh.


Okładka książki Igrzyska śmierci


6. Tak złe, że aż dobre. Guilty read.


Tutaj trochę średnio rozumiem pytanie. Albo nie spotkałam się z taką złą książką, która byłaby jednocześnie dobra. Więc zinterpretuję to po mojemu. Często chwalę sobie "Diamentowe psy. Turkusowe dni.". Uwielbiam je, ale zaliczę to do tej kategorii, zwłaszcza moje kochane "Diamentowe psy". Dlaczego? Bo tp co się tam dzieje to zło totalne, szok i zgroza. Chyba nigdy nie czytałam opisów z takim wytrzeszczem oczu. To było straszne, ale ja tą książkę uwielbiam. Masochizm?


Okładka książki Diamentowe Psy. Turkusowe Dni

7. Dobranoc, pchły na noc. Książka, przy której można zasnąć.


Tutaj dużo osób się ze mną zgodzi - "Kapłanka w bieli" Trudi Canavan. Do samej książki nic nie mam, bardzo ją lubię, a Canavan to moja ulubiona autorka, ale sama muszę przyznać, że przebrnięcie przez ten tomik było ciężkie i monotonne. Akcja na początku tak wolno się rozwija, że rowerem można by ją wyprzedzić. Pierwsze pół książki się męczy, potem zaczyna się coś dziać. Więc wszyscy czytający Kapłankę - bądzcie cierpliwi, a zostanie to wam wynagrodzone.


Okładka książki Kapłanka w bieli

Przytoczę tu też przykład "Quo vadis" (bo lektury też książki :P), które tak okropnie męczyłam, bo nudziło mnie na śmierć. Gdy zazwyczaj takie cegły męczę tydzień to to coś męczyłam miesiąc. I nie zmęczyłam, chyba 50 stron mi zostało. Już nie mogłam.

 
8. A co to, farba się wylała? Brzydka, irytująca okładka.


Tyle razy już poruszałam temat okładek - i tych pięknych i szkaradnych - że nie chce mi się już bawić w to. Przepraszam. :I
Tu poczytacie o okładkach i ładnych i brzydkich:

Liebster Award #7
#czytamcopolskie Book Tag

9. No i gdzie ten suspens? Książka do bólu przewidywalna.


Niestety moim rozczarowaniem roku były "Upiory Czarnobyla", o których paplałam tutaj. Cytując: "Strasznie lubię książki poruszające temat Czarnobyla i ogólnie promieniowania, radiacji itp, ale tu muszę stwierdzić, że się trochę zawiodłam. Czytałam to dosyć beznamiętnie, a po domyśleniu się finału wręcz byle by skończyć." Jedno wielkie rozczarowanie.



Okładka książki Upiory Czarnobyla

Dorzuciłabym do tego "Inferno" Dana Browna. Książka mi się naprawdę podobała, tyle że w miarę czytania zaczynałam domyślać się do czego to prowadzi i na moje nieszczęście przewidziałam po części zakończenie.

 Okładka książki Inferno

10. Depczesz mi po odciskach! Rzeczy, których nie lubię w książkowym świecie.

TRÓJKĄTY MIŁOSNE. Jak one mnie niemiłosiernie irytują. Yh, swego czasu to plaga była z tego co słyszałam. Ple ple ple, zabierzcie to ode mnie. Chyba nigdy nie czytałam dobrze zbudowanego trójkąta miłosnego, wszyściutkie mnie irytowały.
Ten np.: w "Igrzyskach śmieci" mnie irytował. Peeta, Gale, Peeta, Gale. Peeta? Gale! ZDECYDUJ SIĘ DZIEWCZYNO.


Okładka książki Igrzyska śmierci

Kolejną rzeczą do wytępienia jest marysuizm. Brzmi jak jakieś poważne zagadnienie. Więc dla niezaznajomionych z tematem. Kim jest Mary Sue? Posłużę się Wikipedią:
"Nie ma określonego wzorca, który pozwalałby z całą pewnością stwierdzić, jaką postać możemy nazwać Mary Sue. Najczęściej przyjmowany jest wzór pięknej femme fatale, która posiada niemalże wyłącznie same zalety i odnosi nieustanne sukcesy. Postać określona tym mianem może być nią jednak nawet wówczas, gdy wady posiada – jest ich jednak zbyt mało lub są zbyt nikłe czy tuszowane, aby można było uznać postać za rzeczywistą.

Terminem Mary Sue można jednak określić również postać z pozoru negatywną o nierzadko tragicznej przeszłości. Najczęściej są to postaci skrajnie przerysowane: morderczyni, ofiara gwałciciela bądź przemocy w rodzinie, niemająca przyjaciół, źle się ucząca, ubierająca na czarno, buntująca się przeciwko wszystkiemu. Taką Mary Sue najprościej rozpoznać po typowej dla tego podgatunku arogancji i ironii w wypowiedziach oraz po rzekomo zimnym sercu."
Tu i tu więcej o "Merisujkach".
Ale do czego zmierzam? Do "Dziewiątego Maga". Tu uświadczymy przewspaniałej Ariel. Jak na początku jakoś to przeżywałam to trylogię skończyłam na końcówce drugiego tomu, bo to co się tam wyprawiało przerastało moje pojęcie abstrakcji. Blehp.

Okładka książki Dziewiąty mag

.~* *~.


A więc to już koniec, ponarzekałam sobie. Uff, wiecie jak dobrze to z siebie wyrzucić? :P
Czytaliście coś z tego? Co Was irytowało?
Piszcie koniecznie!

I jeszcze na koniec - do zrobienia tego tagu nominuję mojego kochanego leniucha - Sarę z Hobbicim szlakiem. Do roboty, leniwy hobbicie! :v


Czytaj dalej...

Połowa wakacji już za nami (a ja dalej nic nie zrobiłam), czyli małe podsumowanie miesiąca. #14

Witajcie kochani~!

To już czternasty miesiąc istnienia tego bloga. Już ponad 420 dni piszę dla Was. 

Blog w cyfrach:

* Czternasty miesiąc przyniósł mi około 4600 wyświetleń bloga. Łoooo, dużo! Widzę, że w wakacje częściej do mnie zaglądacie. Więcej czasu to i blogi można czytać. Potwierdzone doświadczalnie! :)



*Do mojej małej armii wspaniałych obserwatorów dołączyło w tym miesiącu 8 kochanych mordeczek, które bardzo miło mi przywitać i przez które łącznie mamy tu 82 obserwatorów. Dziękuję wam kochani za przyłączenie się do brygady powoli podbijającej Internety Mniejsze, jest nas coraz więcej, moja mała armio! :)  
                   

*W tym miesiącu przybył tu 4 nowe posty, 5 jeśli by liczyć też ten. Daje to łączny wynik 86 postów (licząc ten będzie ich 87). 


*Jeszcze raz dziękuję wam bardzo za obserwacje, za zaglądanie na tego bloga i za wasze wszystkie komentarze - tyle ciepłych słów! Bez was nie byłoby tego bloga. Jesteście wspaniali, kochani. <3

***

Koniec liczb, czas na paplaninę. :P
Jak wiecie ten miesiąc był głównie pod hasłem #czytamcopolskie, więc pojawiało się niewiele innych postów niż te z samą akcją związane. Choć i tak muszę przyznać, że było ich więcej niż ostatnio, czyli są jakieś, niewielkie, bo niewielkie, postępy. :P
Musiałam ogarniać to i owo, wiecie jak to z prowadzeniem internetowych akcji bywa. Ma się troszkę na głowie, zwłaszcza jak się cały czas chodzi z telefonem w ręku, brzęczącym od powiadomień. Nie powiem, że było to złe, o nie! Bo uwielbiam się udzielać w tego typu sprawach, mimo że jestem czasem niezaradna i nieśmiała. Ale #ccp sprawiało mi dużo radości. :)
Ale teraz, gdy akcja już dobiegła końca, mogę (w końcu!) zająć się moimi "ulubionymi" zaległościami. Bo mam ich trochę, uwierzcie mi. 
A no właśnie. 
Zgadnijcie ile tego mam! 
No, obstawiamy, obstawiamy? 
Kto da więcej? 
Hm?
Uwaga, uwaga. 
*werble*
.
.
.
Mam aktualnie zaczętych osiemnaście postów. Tak, dobrze widzicie, nie pomyliłam się ni nic. OSIEMNAŚCIE. To chyba nowy rodzaj masochizmu. :P
Mam chyba za dużo pomysłów a za mało chęci do pisania. No, ale jest taka ładna pogoda! Nie chce się człowiekowi siedzieć przed komputerem (w sumie, mogłabym go wynieść na dwór. :P), a czytając sobie na ławeczce przed domem tylko dorabiam sobie zaległości. Ludzie, jak żyć! Czytać czy nie czytać, oto jest pytanie?
No, ale nic, jakoś sobie dam radę. Ekipa do gnębienia mnie o posty zawiadomiona, mają mnie męczyć o pisanie i przypominać o tym w każdej możliwej chwili. :P
Więc możecie się niedługo spodziewać recenzji nie tylko książkowych, ale też paru filmów czy serialu. Mam nadzieję, że to wszystko napiszę. Zwłaszcza, że "Lalka" czeka już od pazdziernika. :P
Tak się też zastanawiam czy zasypać Was tylko recenzjami czy przeplatać to np.: z pogadankami i tagami, których swoją drogą też się trochę już nazbierało. Co o tym sądzicie? Napiszcie mi koniecznie w komentarzach. :)
A teraz będę się już z Wami żegnać, bo wypadało by ten post wstawić jeszcze 29 lipca. :P

Tradycyjne już ciasteczko dla wytrwałych. :)


***


Jako bonusik podrzucę Wam dość starą już piosenkę moich kochanych Smoków. :)
Ale jakoś mi tak ostatnio znowu w ucho wpadła.











Czytaj dalej...

#czytamcopolskie Book Tag



Witajcie kochani~! ^^

Mimo że #czytamcopolskie już dawno za nami to pomyślałam jeszcze, że jako takie oficjalne zakończenie i jednocześnie podsumowanie wrzucę na bloga nasz Facebookowo-wydarzeniowy tag. :P
Tak więc zapraszam! ^^

~* *~


1. Autorzy polscy czy zagraniczni? I dlaczego? 


Jeśliby spojrzeć na moją biblioteczkę, rzeczywistą oraz tą wirtualną (Lubimyczytać.pl), to wychodzi na to, że czytam stanowczo więcej autorów zagranicznych niż polskich. Mam szczególnie słabość do tych australijskich, o dziwo. Ale ostatnio ta tendencja powoli się zmienia - czytam coraz więcej autorów polskich, gdzie mam już nawet kilku sprawdzonych, których mogę czytać w ciemno, bo wiem, że będzie to dobre i mi się spodoba. :)


2. Ulubiony polski autor?




Jak na razie jest nim Jarosław Grzędowicz (i prędko się to chyba nie zmieni!). Choć ostatnio polubiłam też mocno pióro Michała Gołkowskiego. Wybaczcie, "Komornik" to życie. A sentyment mam do Andrzeja Sapkowskiego, więc zawsze gdzieś będzie tam w serduszku. :)

3. Ulubiona polska książka? 


Hah, sama wymyślałam te pytania, a nie umiem jednoznacznie na nie odpowiedzieć. :P
Naprawdę, nie potrafię wybrać "tej jedynej". To tak jakby prosić matkę o wybranie ulubionego dziecko. Po prostu się nie da!



4. Najlepsza okładka polskiej książki? 



Uwielbiam zintegrowane okładki "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza. Są takie szczegółowe i piękne, przyciągają wzrok i są niebanalne. Zwłaszcza kruk skradł moje serce. Mam nadzieję, że to Nevermore. ;)
Ale ogólnie zintegrowane okładki Fabryki Słów kradną moje serce, pozdrowienia dla ich grafika! <3


5. Najgorsza polska książka? 



Tak jak pisałam na wydarzeniu - mam uprzedzenie do "W pustyni i w puszczy". Jejciu, jak mi się to okropnie czytało. Cieszę się, że już mało co z tego pamiętam. Ugh, to było naprawdę złe, drugi raz nikt nie zmusi mnie do przeczytania tegoPamiętam jak dziś jak nauczycielka od polskiego z podstawówki czepiała się mnie, że tego nie lubię. Ale cóż poradzę, że nie mogę tej lektury przetrawić i już :I


6. Najgorsza okładka polskiej książki? 



Tu również nawiążę do mojego komentarza z wydarzenia, bo po prostu tam podałam idealne przykłady. :)

"Ja taki lokalny patriotyzm uskutecznię. :P
Ta okładka jest tak straszna, że twierdzę, że lepszą w Paincie moja znajoma zrobi. ;''')
I naprawdę, jest taka okładka. Wpiszcie sobie w Google tytuł. Jest jeszcze druga jej wersja. ;')"

Zdjęcie użytkownika Adrianna Araxara Gręda.

"Nauka Painta."
No spójrzcie tylko na to. Czy to nie jest okropne? 
Czy tylko ja jestem jakaś dziwna, że tak twierdzę?
Zdjęcie użytkownika Adrianna Araxara Gręda.

"Nauka Painta #2"
Tego to już nawet nie skomentuję.
Zdjęcie użytkownika Adrianna Araxara Gręda.

"Jurassic park" jest dla słabych, to jest prawdziwa perełka!
Zdjęcie użytkownika Adrianna Araxara Gręda.

7. Ulubione wydawnictwo? 


Uwielbiam Fabrykę Słów (taki lokalny patriotyzm ), bo wydają świetną, polską fantastykę (i moich ulubionych autorów?) i mają Fabryczną Zonę (postapo i Czarnobyl górą!). No i oczywiście przepiękne zintegrowane okładki! Drugim ulubionym wydawnictwem będzie Insignis, które pokochałam za wydawanie książek na podstawie gier, zwłaszcza Asasyna i za konkursy, w których nawet udało mi się coś wygrać. ^^ 


8. Wyczekiwana polska premiera? 



Mimo że jeszcze nie wstawiłam na bloga recenzji "Komornika" Gołkowskiego, a "Komornika ++" jeszcze nie miałam okazji przeczytać to i tak już wiem, że z niecierpliwością czekam na "Komornika +++". Po spotkaniu autorskim wiem, że to będzie coś, wierzcie mi. :D


9. Najlepsza premiera ostatniego roku? 



Tu chyba przykładu mieć nie będę, bo nie jestem z nowościami książkowymi na bieżąco, czytam zazwyczaj starsze już pozycje, tylko wybrane tytuły udaje mi się przeczytać zaraz po premierze. Ale aktualnie jestem bardzo w tyle z tym, więc tu nie odpowiem.



10. Odwieczna walka - ebook czy książka papierowa? 



Ci co czytali moje poprzednie tagi wiedzą, że stoję stanowczo po stronie papierowych książek. Dlaczego? 
Ponieważ, według mnie, e-book czy audiobook nigdy nie zastąpią starej, dobrej, papierowej książki. I wiele osób się ze mną na pewno zgodzi!
Lubię czuć to co czytam: gładkie lub chropowate powierzchnie kartki, ciężar tomu trzymanego w ręce, uzależniający zapach papieru i druku. Czytanie książek na ekranie telefonu czy czytnika obiera im wewnętrzną magię. Odbiera im ich papierową duszę, wnętrze. Taka papierowa książka zawsze będzie miała swoich zwolenników. Dla mnie świat bez papierowych książek nie istnieje!

"Książki - okręty myśli żeglujące po oceanach czasu 
i troskliwie niosące swój drogocenny ładunek
z pokolenia w pokolenie."
F . Bacon


11. Ulubione miejsce do czytania? 



Moje łóżeczko jest idealnym miejscem do czytania. :3
Mięciutki kocyk, dobre oświetlenie, półki z książkami nad głową i wieża, z której non stop leci jakaś muzyka. <3
Całkiem niezle czyta mi się też w autobusach - takie przyzwyczajenie z dojazdów do szkoły i gospodarowanie każdej wolnej chwili. Ale wtedy obowiązkowo ze słuchawkami, bo rozmowy ludzi rozpraszają.


12. Ulubiony gatunek książki? 



Jeśliby spojrzeć na moje półki to stanowczo dominuje na nich fantastyka. Sporo mam też różnego rodzaju sci-fi, znajdzie się też kilka thrillerów i przypadkowych tomików z innych gatunków. Ale stanowczo wolę te książki oderwane od rzeczywistości, gdzie dzieją się niesamowite rzeczy, niespotykane normalnie.


13. Ulubiona polska seria? 



Bez większego zastanowienia - "Wiedzmin" Sapkowskiego i "Pan Lodowego Ogrodu" Grzędowicza!
Koniec kropka, taka prawda. Nic dodać, nic ująć. Oprę na tym każdą moją rozprawkę (co potwierdzi moja sorka od polskiego!), mogę nawet cytować. :)


14. Kontynuację jakiej książki chcielibyście ujrzeć?




W moim serduszku nadal jest cichutka nadzieja, że pan Grzędowicz wysłucha moich modłów i powstanie piąty tom "Pana Lodowego Ogrodu". Takie malutkie marzenie. <3

~* *~

To już koniec!
Dziękuję za dotrwanie do końca. :)
Braliście udział w #czytamcopolskie? 
Jak wrażenia?
Piszcie koniecznie! ^^


Czytaj dalej...

34."Upiory Czarnobyla" - Wojciech Wiktorowski - Czytanie o martwym fizyku dziwnie satysfakcjonuje.

Hej hej, kochani! ^^

Żeby organizatorka akcji spózniała się z postami o akcji to już przegięcie, co nie? :P
Haha, przepraszam, ten post piszę na raty i nie ustawiłam publikacji. :P
Mam dla Was kolejną reckę pod hasłem #czytamcopolskie, tym razem coś zupełnie innego. Ale czy lepszego? Przekonajcie się sami!
Zapraszam! 

Tytuł oryginalny: "Upiory Czarnobyla"
Autor: Wojciech Wiktorowski
Wydawnictwo: Marginesy
Ilość stron: 256
Okładka: miękka

Książka bierze udział w akcji #czytamcopolskie.

"Kwiecień 1986 rok. Informacje o katastrofie w Czarnobylu i skażeniu promieniotwórczym docierają do Polski, ale o faktycznym stanie zagrożenia wiedzą tylko nieliczni. Prawdziwe informacje są skutecznie blokowane przez władze, które prowadzą politykę dezinformacyjną sugerującą niewielką skalę skażenia. W tym czasie, w nieznanych okolicznościach z mieszkania na dziewiątym piętrze wyskakuje znany i ceniony naukowiec. Wszystko wskazuje na samobójstwo, ale pewne fakty dowodzą, że było to zabójstwo na zlecenie. Okoliczności śmierci i zacierania śladów pracy naukowca nie udaje się wyjaśnić. Prywatne śledztwo podejmuje dziennikarz telewizyjny, który wie, że rozwikłanie tej zagadki jest praktycznie niemożliwe...


„Upiory Czarnobyla” jest pierwszą książką w nowej serii Wydawnictwa Marginesy pt. „Czarne Karty”."

Czytaj dalej...

33."Hel 3" - Jarosław Grzędowicz - Chyba się znowu zakochałam... Panie Grzędowicz, tak się nie robi!

Witajcie kochani~!

Zaczynamy recenzję pod hasłem #czytamcopolskie! Na pierwszy ogień (tak, mam więcej niż jedną polską książkę do recenzji! :D) idzie "Hel 3" Grzędowicza. W sumie trochę zabawnie, że jako organizatorka dodaję ten post tak pózno. A mogłam sobie go wcześniej napisać! No, ale wiecie, #ccp i "byznesy" z tym związane. :P
I wybaczcie, musiałam wpleść w tą recenzję piękne grafiki NASA. <3
Ale już bez zbędnego przedłużania.
Zapraszam~!

Tytuł oryginalny: "Hel 3"
Autor: Jarosław Grzędowicz
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 512
Okładka: zintegrowana

Wyzwanie biblioteczne: 14/30
Książka bierze udział w akcji #czytamcopolskie.


"Wyobraź sobie, że jest pierwiastek, który stanowi niewyczerpane źródło energii.
Dwa tiry tego surowca starczą, by zapewnić energię elektryczną dla USA na cały rok.
Jest tylko jeden problem… Złoża znajdują się na Księżycu.

Rok 2058. 
Zdehumanizowany świat, gdzie omnifony zastąpiły więzi społeczne, filmiki z MegaNetu wyparły media i kulturę, a iwenciarze stali się bogami informacji.
Świat, gdzie koncerny i rządy podzieliły się władzą w hodowaniu miliardów bezrefleksyjnych konsumentów, staje na krawędzi konfliktu.

Norbert, iwenciarz z zasadami, wierzy, że mocna i odpowiednio podana informacja może wstrząsnąć i obudzić społeczeństwo. Tylko czy jednostka rzucona między stalowe walce systemów jest w stanie przeżyć dostatecznie długo, by coś zmienić?"

Czytaj dalej...

Koniec roku, wyzwanie i Gołkowski w Lublinie, czyli "krótka" pogadanka.

Witajcie kochani~! 

Przychodzę do Was dzisiaj z pogadanką, bo to od niej powinnam, według mnie, zacząć. I od razu też Was przeproszę! Bo od dawna nic się sensownego nie pojawiło (nie licząc posta informacyjnego). Ale że już są wakacje to w końcu (!!!) można nadrobić blogowe zaległości. :)
Ta pogadanka również miała ukazać się jakiś czas temu, ale ups, nie wyszło. W sumie miał być ostatecznie wczoraj, ale miałam grilla z okazji imienin dziadka .:I
Ale zmobilizowałam się i w końcu jest!
Od razu też wspomnę jakie tematy poruszę, bo może nie wszystko Was interesuje. :)

* Rok szkolny - jak nie zwariować.
* Wyzwanie biblioteczne - podsumowanie.
* Naczelny szkolny bibliofil.
* Okradanie biblioteki, czyli książki na wakacje.
* Potop, czyli dlaczego nie warto nosić butelki z wodą w torebce.
* Co mają lody do książek?
* Gołkoś w Lublinie.
* #czytamcopolskie

Czytaj dalej...

W końcu wakacje!, czyli małe podsumowanie miesiąca. #13

Witajcie kochani~!

To już trzynasty miesiąc istnienia tego bloga, wow. Już ponad 390(!) dni piszę dla Was. Pierwszy miesiąc po osiągnięciu roczku. <3

Blog w cyfrach:

*Trzynasty miesiąc przyniósł mi prawie 4500 wyświetleń bloga. Ładna liczba, podoba mi się ten wzrost oglądalności. <3
I patrzcie, przebiliście kolejny magiczny próg - 20.000 wyświetleń! 
Dziękuję!


*Do mojej małej armii wspaniałych obserwatorów dołączyło w tym miesiącu 9 kochanych mordeczek, które bardzo miło mi przywitać i przez które łącznie mamy tu 74 obserwatorów. Dziękuję wam kochani za przyłączenie się do brygady powoli podbijającej Internety Mniejsze, jest nas coraz więcej, moja mała armio! :)


                   
*W tym miesiącu przybył tu tylko jeden nowy post, do tego czysto informacyjny, a dwa jeśli by liczyć też ten. Daje to łączny wynik 82 postów (licząc ten będzie ich 83). 




*Jeszcze raz dziękuję wam bardzo za obserwacje, za zaglądanie na tego bloga i za wasze wszystkie komentarze - tyle ciepłych słów! Bez was nie byłoby tego bloga. Jesteście wspaniali, kochani. <3

***

Dzisiaj będzie wyjątkowo krótko, zwięzle i na temat. :)
Rozpisywać się tu bardzo nie chcę, bo na dniach wleci większa pogadanka (oby jutro), która swoją drogą miała się pojawić przed tym podsumowaniem. Ale cóż, nie wyszło, jak zwykle zresztą. :P
Przyszły post raczej wszystko wyjaśni, ale mówiąc krótko - większość czasu ostatnio pochłonęło mi #czytamcopolskie, o którym wspominałam w poprzednim poście oraz ogarnianie życia, czyli uświadomienie sobie, że są już (w końcu!) wakacje. :P
Teraz, gdy czasu wolnego jest ho ho i jeszcze trochę postaram się nadrobić jak najwięcej zaległości. Pierwszy miesiąc wakacji mam dosyć luzny, drugi będzie aktywniejszy, bo wyjeżdżam. Czyli pewnie więcej czytania niż możliwości do pisania. Nie mogę się znowu zakopać w zaległościach! A więc, trzeba się sprężyć i coś napisać. :P
Przed drugim etapem #ccp postaram się wrzucić jeszcze przynajmniej dwie recenzje, raczej autorów zagranicznych. Chcę zostawić polskich na właściwą część naszej akcji. A będzie nawet o czym pisać. :P
Więc już bez przedłużenia. Do zobaczenia, mam nadzieję, jutro!
Tradycyjne już ciastko dla wytrwałych. :)


Czytaj dalej...
Zamknieta w pozytywce © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka